— Zapowiadam, że z całą przyjemnością wpakuję wszystkie kule mego rewolweru temu młodemu bonzie, skoro tylko go spotkamy! — brzmiała niechrześcijańska odpowiedź.

— Rewolwery! Zemsta! Bonzowie! Tobie tylko to w głowie! — zaczęła się na nowo sprzeczka, aż Hurree przygiął się jeszcze niżej. — Czy nie zastanowisz się nad naszą stratą? Nasze pakunki! Pakunki! — (Hurree słyszał, jak ten, który to mówił, wprost ciskał się po trawie). — Wszystko, cośmy przenosili! Wszystko, czegośmy tak pilnowali! Ośmiomiesięczne zachody! Wiesz, co to znaczy? „Ma się rozumieć, tylko my wiemy, jak postępować z ludźmi Wschodu!...” Niechże cię!... Ładnieś się spisał!

I tak sobie dogryzali w kilku językach, a Hurree tylko się uśmiechał. Kilty były w ręku Kima, a w kiltach spoczywały plony ośmiomiesięcznych zabiegów dyplomatycznych. Nie było sposobów, by porozumieć się z chłopcem, ale można było na nim polegać. Zresztą łatwo było tak zainscenizować przeprawę przez góry, że w Hilàs, w Bunàr i po wszystkich traktach górskich na czterysta mil wokoło mogła o tym przejść opowieść aż do następnego pokolenia. Ludzie, którzy nie umieją w garści utrzymać swych kulisów, nie cieszą się w górach poważaniem, a górale mają bardzo żywe poczucie humoru.

„Nie mogło stać się lepiej — myślał sobie Hurree — choćbym nawet ja sam sprawą tą pokierował... a, na Jowisza, teraz przychodzi mi na myśl, że to właściwie ja tym wszystkim pokierowałem. Jakże byłem obrotny! Nawet gdym zbiegał z góry, myślałem, co należy czynić! Zniewaga lamy była przypadkiem, lecz ty-ylko ja potrafiłem ją wyzyskać... ach... bo to się też diabelnie udało! Pomyśleć sobie, jaki to wpływ mo-oralny na tych głuptasków! Nie mają ani jednego tra-aktatu... ani jednego papieru... w ogóle żadnych doku-umentów na piśmie... a ja służę im za tłumacza! Jakże się uśmiejemy obaj z pułkownikiem! Chciałbym mieć z sobą też te ich papiery; ale nie można jednocześnie zajmować dwóch miejsc w przestrzeni... to jest pewnik”.

Rozdział XIV

Powiada Kabir: „Mój bliźni uklęka

Przed bożyszczami z kamienia lub miedzi; —

Lecz w jego głosie brzmi takaż udręka,

Jaka w mym sercu brzmi — bez odpowiedzi.

Jego Bóg jest tym, w co losy go stroją,