Teraz, gdy sen nas czeka, gdy wino nalano w kruż,
Mithrasie (wszak jesteś żołnierzem!), strzeż nas do świtu zórz!
Mithrasie, boże północy! Gdzie kona Byk olbrzymi,
spojrzyj na dziatwę twą w mrokach! Ofiarę naszą przyjmij!
Dróg zbudowałeś wiele, co wiodą pod świetlny twój tron:
Mithrasie (wszak jesteś żołnierzem!), naucz nas chlubny mieć zgon!
7. Skrzydlate Kołpaki
W sam raz nazajutrz było tak zwane „dzikie popołudnie”. Tatuś i mamusia poszli z wizytą, panna Blake urządziła sobie przejażdżkę na rowerze, więc dzieci zostały same aż do ósmej.
Grzecznie odprowadziły kochanych rodziców i drogą nauczycielkę poza zabudowania dworskie, po czym dostały od ogrodnika liść kapusty pełen agrestu, a od Helenki „dziko” przyrządzony podwieczorek. Agrest zjedli na poczekaniu, by się nie porozgniatał, a liść kapusty zamierzali podzielić między trzy krowy pasące się koło teatru. Ale po drodze znaleźli nieżywego jeża, którego, ma się rozumieć, musieli pogrzebać, przeto liść, jako rzecz użyteczna, nie mógł pójść na marne.
Potem podeszli do kuźni. Tam zastali starego ogrodnika Hobdena oraz jego syna, pszczelarczyka, który wprawdzie niezupełny miał porządek w głowie, ale za to umiał przenosić całe roje pszczół gołymi rękoma. Ten to pszczelarczyk wygłosił wierszyk o padalcu, gdzie były takie słowa: