„Służ albo Robertowi, albo królowi... krainie angielskiej albo normandzkiej! — odrzekł De Aquila. — Nie obchodzi mnie, co wybierzesz, ale wybór uczynić musisz zaraz i na tym miejscu”.

„Zatem królowi — rzecze Fulkon — albowiem widzę, że wierniejszą ma służbę niźli Robert. Czy mam zaprzysiąc?”

„Nie potrzeba — odparł De Aquila i złożył rękę na pergaminach zapisanych przez Gilberta. — Niechże mój Gilbert choć w części odpokutuje za swe przewiny, przepisując soczyste dzieje twojego żywota, póki się nie nazbiera dziesięć, dwadzieścia, a może i ze sto odpisów. Jak sądzisz? Ile sztuk bydła podarowałby mi biskup z Tours za taką opowieść? A twój brat rodzony? Albo mnisi z Blois? Rybałci utworzą z niej pieśni, a będą je śpiewali właśni twoi kmiotkowie, postępując za pługiem, oraz wojacy, przejeżdżając przez twoje normandzkie grody. Od naszych stron aż do samego Rzymu będą się ludzie rozweselać tą powiastką... i będą wspominali, jako to sam Fulkon ją opowiadał, wisząc w studni, niby utopiony szczeniak. Taka cię spotka kara, jeśli choć raz jeszcze przychwycę cię na dwulicowym postępowaniu względem mego króla. Na razie pergaminy te pozostaną u mnie wraz z twoim synem, a jego ci zwrócę dopiero wtedy, kiedy mnie przejednasz z królem. Pergaminów zasię nie zwrócę ci nigdy”.

Fulkon zakrył oblicze i rozpłakał się. „Na kości Wszystkich Świętych! — zawołał De Aquila śmiejąc się. — Głębokie rany zadaje pióro! Takiego westchnienia nie dobyłbym z ciebie żadnym mieczem”.

„Ale póki nie ściągnę na siebie twego gniewu, dzieje moje pozostaną w tajemnicy?” — zapytał Fulkon.

„Pozostaną, ale tylko tak długo. Czy ci to jest pociechą, Fulkonie?” — rzekł De Aquila.

„Jakaż inna pociecha mi jeszcze pozostała?” — odrzekł Fulkon i nagle zapłakał jak dziecko, żałośliwie, oparłszy głowę na kolanach.

— Biedny Fulkon! — westchnęła Una.

— Mnie także żal go było — rzekł pan Ryszard.

„Dotąd dźgałem cię ostrogą, a teraz dam ci owsa” — rzekł De Aquila i cisnął Fulkonowi trzy bryły złota, wydobyte z naszej skrzynki stojącej pod łóżkiem.