— On mówi, że skona. Usuńcie go. Dalej Sefton. Och, byłbym zapomniał! Sefton, dlaczego znęcaliście się nad Clewerem?
Nienadająca się do druku odpowiedź bynajmniej nie zmieszała Stalky’ego.
— Turkey, zrób mu ag-ag.
Zrobiono mu natychmiast ag-ag. Sefton miał już za sobą drogo zdobyte doświadczenie blisko osiemnastu lat, a mimo to jeszcze go sobie nie cenił.
— Mówi, że my jesteśmy świnie. Na bok z nim. A teraz Campbell! O, byłbym zapomniał! Słuchaj, Campbell, za co znęcałeś się nad Clewerem?
Dopiero teraz trysnęły łzy — łzy gorące, błaganie o litość i nikczemne obietnice darowania wszystkiego. Niech się tylko przestaną znęcać, Campbell nigdy na nich nie podniesie ręki. Pytania posypały się znowu — z akompaniamentem przekonywających argumentów.
— Boli cię, Campbell? Co? Boli?
— Tak. Strasznie.
— Mówi, że go boli. Masz już dość?
— Dość, dość! Przysięgam, że dość! Och, przestańcie już!