— Fuj, nożyczki! — wykrzyknął Stalky. — Wyobrażam sobie, jakich sztuk będziesz dokazywał. Ale w każdym razie i dla ciebie już jest to ostatni kurs. Siedem lat, moi kochani słuchacze — i nawet prefektami nie zostaliśmy.

— Mimo wszystko, nie były to lata najgorsze — mówił M’Turk. — Będzie mi przykro rozstać się z naszym starym liceum. Wam nie?

Spojrzeli na morze pieniące się u płaskich brzegów w jasnym świetle pogodnego, zimowego dnia.

— Ciekawe, gdzie będziemy w tym czasie na przyszły rok? — rzekł Stalky w zamyśleniu.

— A za pięć lat! — wtrącił M’Turk.

— Ale słuchajcie! — zawołał Beetle. — Mój odjazd to tajemnica. Rektor nikomu o nim nie wspominał. Wiem o tym, bo Prout powiedział mi dzisiaj, że jeśli zmądrzeję — he he! — mógłbym w następnym kursie zostać prefektem. Widać, trudno mu już o prefektów.

— Zróbmy szóstej jaki kawał na pożegnanie! — namawiał M’Turk.

— E, to smarkacze głupie! — odpowiedział Stalky, który już uważał się za kadeta w Sandhurst.

— Efekt moralny! — tłumaczył M’Turk. — Pozostawienie po sobie niezapomnianej tradycji i tak dalej.

— Lepiej chodźmy do Bideford i popłaćmy długi! — rzekł Stalky.