— Ach, moje złotko, mamy, czego nam potrzeba. Mój Arturku miły, pacholę o duszy czystej, opowiedzmy naszemu słodkiemu Reginaldowi historię zdobycia tego morowego powietrza.
— Aż po apelu. Chodźcie!
— Słuchajcie! — oświadczył im szorstko Orrin, kiedy stawali do szeregu wzdłuż długiego muru sali gimnastycznej. — Uczniowie naszej klasy mają dziś jeszcze jedno zgromadzenie.
— A zgromadzajcie się, przyjaciele! — odpowiedział Stalky, myśląc o czym innym.
— Tym razem zgromadzenie jest w sprawie waszego zachowania się.
— Doskonale. Kłaniaj się im ode mnie... Jest! — huknął, usłyszawszy swe nazwisko i natychmiast galopem pognał korytarzem.
Stalky i M’Turk, skacząc jak kozy, w podskokach i susach poprowadzili zadyszanego Beetle’a ku drodze królików. Tam, spod kupy kamieni wyciągnęli zwłoki świeżo zabitego kota. Dopiero wówczas Beetle pojął i zrozumiał głęboki zmysł tego, co się miało stać, i podniósł swój głos, składając dzięki za to, iż są na świecie wojownicy tak mądrzy, jak Stalky i M’Turk.
— Tłusta jest ta stara kocica, co? — pysznił się Stalky. — Jak myślicie, długo potrwa, zanim się rozśmierdzi trochę w zamkniętej przestrzeni?
— Rozśmierdzi! Co za ordynarne wyrażenie! — wykrzyknął M’Turk. — Biedna kiciunia nie może wyzionąć ducha pod podłogą sypialni Kinga, abyś jej nie obsypał haniebnymi wyzwiskami.
— Ale dlaczego ona zdechła pod podłogą? — odezwał się Beetle, który myślał o przyszłości.