Długie ramię M’Turka spadło na kark bojaźliwej, wystraszonej ozdoby drugiej przygotowawczej.
— M’Turk, proszę cię, puść mnie! Ja nie śmierdzę, przysięgam Bogu, że nie śmierdzę.
— Nieczyste sumienie! — wykrzyknął Beetle. — Któż ci mówi, że śmierdzisz?
— No, i cóż ty powiesz? — zapytał Stalky, popychając malca ku Beetle’owi.
— Hm, hm, śmierdzi, słowo honoru! To będzie trąd lub parchy — może jedno i drugie razem. Zabierzcie go!
— Doprawdy, panie Beetle — zwykle po dzwonku King przechadzał się przez parę minut przed klasą — jesteśmy panu serdecznie zobowiązani za pańską diagnozę, która nie mniejszy zaszczyt przynosi pańskiej chorobliwej fantazji, jak też i opłakanej ignorancji, z jaką pan tak wymownie rozprawia o tych chorobach. Teraz zaś wystawimy pańską wiedzę na próbę na innym polu.
Godzina była wesoła, ale Beetle nie narzekał tak bardzo, ponieważ King tak się śpieszył złożyć go w całopaleniu na ołtarzu swej zemsty, że zapomniał zadać mu pensum, równocześnie zaś dostarczył mu mnóstwo przymiotników wartości niesłychanej, które Beetle mógł wykorzystać należycie na trzeciej godzinie. Była to lekcja algebry, którą wykładał Hartopp, i Beetle z całą powagą przystąpił natychmiast do układania poematu pod tytułem Dom Łazarza.
Po obiedzie King zaprowadził swych chłopców do kąpieli w Pebbleridge. Obiecał im to już dawno, teraz jednak dużo by dał za to, żeby móc się z tego wykręcić, bo wszyscy uczniowie Prouta wylegli na podwórze przy swym domu i ustawiwszy się w szereg, rozmyślnie oklaskiwali go gorąco. Podczas jego nieobecności co najmniej połowa liceum wtargnęła do zakażonych sypialń, chcąc się przekonać, co jest w tym wszystkim prawdy. Przez ostatnich dwanaście godzin kot zaczął się już na dobre rozkładać, ale pole bitwy po pięciu dniach nie mogłoby cuchnąć tak strasznie, jak to opisywali wysłani wywiadowcy.
— Słowo daję, pięknie się kotka spisuje! — rzekł Stalky. — Czy który z was czuł kiedy w życiu podobny smród? Boże, a wciąż jeszcze nie sięga sypialni White’a!
— Nic się o nią nie bój! Daj jej tylko czas! — odpowiedział Beetle. — Te perfumy rozejdą się po całym domu jak bluszcz! Cóż to za żałośni łazarze! Żadna klasa nie ma prawa robić z siebie cuchnącego kanału tuż pod nosem przyzwoitych, niewinnych młodych ludzi o czystych duszach i wzniosłym sposobie myślenia. Czy płoniesz żalem i skruchą? — pytał M’Turk, kiedy biegli na spotkanie klasy wracającej z kąpieli.