— Och, wielki czarodzieju! Po co zwracasz mi pałac, skoro równocześnie przygnębiasz mnie troską?

Wtem rozległ się okrutny zgiełk, gdyż wszystkich dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć królowych wybiegło z pałacu, krzycząc, wrzeszcząc i nawołując swe maleństwa. Zbiegały wielkimi, marmurowymi schodami koło fontanny, po sto w jednym rzędzie, zaś przenajmądrzejsza Balkis wyszła z powagą na ich spotkanie i zagadnęła:

— Co jest przyczyną waszego niepokoju, o królowe?

Zatrzymały się na marmurowych schodach w rzędach po sto i wrzasnęły:

— Co jest przyczyną naszego niepokoju? Żyłyśmy cicho w naszym złotym pałacu, jak jest naszym zwyczajem, gdy wtem pałac zniknął, a myśmy pozostały w nieprzeniknionej i ohydnej ciemności; przy tym biły gromy, dżiny i afryty unosiły się wśród mroku! To jest przyczyną naszego niepokoju, o naczelna królowo, i jesteśmy niewymownie zaniepokojone, bowiem był to niespokojny niepokój, niepodobny do żadnego z niepokojów, jakich doznałyśmy.

Potem Balkis, przenajpiękniejsza królowa i Sulejmana-ben-Dauda przenajmilsza — królowa Sabie280 i Saby, i wybrzeży złotego Południa od pustyni Zin281 po Wielkie Zimbabwe282 — Balkis, niemal tak samo mądra jak przenajmądrzejszy Sulejman-ben-Daud, rzekła:

— To nic, o królowe! Pewien motyl zaniósł skargę przeciwko swej małżonce, gdyż sprzeczała się z nim, i oto naszemu panu, Sulejmanowi-ben-Daudowi, podobało się dać jej nauczkę cichości i pokory, które uchodzą za cnoty wśród małżonek motylich.

Na to powstała królowa egipska, córa faraona283, i rzekła:

— Nasz pałac nie może być wyrywany z korzeniami niby chwast dla jakiegoś nikczemnego owada. Nie! Zapewne Sulejman-ben-Daud nie żyje, zaś to, co widziałyśmy i słyszałyśmy, było zaćmieniem i spiorunowaniem ziemi na tę nowinę.

Wtedy Balkis skinęła tej zuchwałej królowej, nie patrząc na nią, po czym rzekła do niej i do innych: