W ten sposób zwykły zawsze przemawiać pstrokate węże skalne, pytony.

Malutki słoń przysiadł więc na swych małych udach i szarpał, i szarpał, i szarpał, a nos jego stawał się coraz dłuższy. A krokodyl miotał się na wszystkie strony i bił wodę ogonem, aż zbielała całkiem jak śmietana, i również szarpał, i szarpał, i szarpał. Zaś nos malutkiego słonia stawał się coraz dłuższy. Więc słoń rozparł się mocno na wszystkich swych czterech nóżkach i szarpał, szarpał, szarpał, a nos wydłużał się mu coraz bardziej, zaś krokodyl walił ogonem jak wiosłem i szarpał, i szarpał, i szarpał, a za każdym szarpnięciem nos malutkiego słonia stawał się dłuższy i dłuższy i bolał go, o rety!

Wtem mały słoń poczuł, że nogi ślizgają się pod nim, i rzekł przez nos, już niemal na pięć stóp83 długi:

— To za ssięzko na malutkiego słonia!

W tejże chwili pstrokaty wąż skalny, pyton, zsunął się z brzegu i okręciwszy się podwójnym węzłem krzyżowym dokoła tylnych nóg malutkiego słonia, rzekł:

— Szalony i nierozważny wędrowcze, musimy teraz naprawdę wytężyć wszystkie siły, jeżeli bowiem tego nie uczynimy, to, moim zdaniem, ten twój znajomy w pancerzu — (miał na myśli krokodyla — kochanie) — popsuje raz na zawsze twą przyszłą karierę.

W ten sposób zwykły zawsze przemawiać pstrokate węże skalne, pytony.

Więc wąż szarpał i malutki słoń szarpał, i krokodyl szarpał; jednak malutki słoń i pstrokaty wąż skalny, pyton, szarpali najmocniej, i w końcu, z pluskiem, który rozległ się po górnym i dolnym biegu rzeki Limpopo, krokodyl puścił nos malutkiego słonia.

Malutki słoń zwalił się naraz ciężko w tył; ale przedtem rzekł jeszcze do pstrokatego węża skalnego, pytona:

— Bardzo dziękuję. — Po czym zajął się swym biednym, poszarpanym nosem; zawinął go w chłodne liście bananowe i dla ochłody zanurzył go w wielką, szarozieloną, mulistą rzekę Limpopo.