Nquong wyskoczył ze swej kąpieli w jeziorku słonym i wrzasnął:
— Dobrze, uczynię!
Nquong zawołał dingo93 — żółtego psa dingo, wiecznie głodnego, opylonego w świetle słonecznym — i pokazał mu kangura, i rzekł:
— Dingo! Uważaj no, dingo! Widzisz ty tego pięknego pana, tańczącego na kupie perzyny94? Chce być popularny, chce, aby za nim ze zdumieniem biegano. Dingo, załatw mu to!
Zerwał się dingo — żółty pies dingo — i rzekł:
— Co? Ten kociozwierz?
I zaraz w lot popędził dingo — żółty pies dingo, wiecznie głodny i szczerzący zęby — popędził za kangurem.
Umykał pyszny kangur, jak królik umykał na swych czterech małych nóżkach.
Tak — o moje kochanie — kończy się pierwsza część tej opowieści.
Pędził przez pustynie; pędził przez góry; pędził przez jeziorka słone; pędził przez zarośla trzcinowe; pędził przez gaje drzew gumowych; pędził przez gąszcze cierniowe; pędził, aż go zabolały przednie nogi.