— Daj ci Boże zdrowie, królu! Jestem najmniejszy z trzydziestu tysięcy rodzeństwa, a przebywamy wszyscy na dnie morza. Dowiedzieliśmy się, że masz zamiar nakarmić wszystkie zwierzęta całego świata, i oto posłali mnie bracia moi, żebym się dowiedział, kiedy uczta będzie gotowa.
Sulejman-ben-Daud zdumiał się jeszcze więcej i powiedział:
— O zwierzu, pożarłeś wszystką257 ucztę, którą przygotowałem dla wszystkich zwierząt całego świata.
Zaś zwierz odparł:
— Daj ci Boże zdrowie, królu! Czy zwiesz to naprawdę ucztą? Tam, skąd przybywam, zwykliśmy jadać dwa razy więcej na przekąskę.
Wówczas Sulejman-ben-Daud rzucił się twarzą na ziemię i rzekł:
— O zwierzu! Wydałem tę ucztę, bo chciałem się pochwalić, jak możnym i bogatym jestem królem, nie chodziło mi zaś o to, żeby okazać się istotnie królem wszystkich zwierząt. Teraz jestem zawstydzony i to mi słusznie się należy.
Odtąd nie zapominał nigdy, że chełpliwość jest głupotą.
A teraz zaczyna się właściwa część mego opowiadania.
Pojął Sulejman-ben-Daud niesłychanie dużo żon. Pojął ich dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć, prócz przenajpiękniejszej Balkis. Wszystkie one mieszkały w wielkim, złotym pałacu, wznoszącym się wśród pięknego ogrodu, pełnego fontann. Po prawdzie nie potrzeba mu było aż dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu małżonek, ale wtedy miewali wszyscy mnóstwo żon, skutkiem czego król musiał mieć ich nierównie258 więcej na dowód, że jest królem.