Wicehrabia de Saint-Priest, gubernator Languedoc, chciał się podać do dymisji i poprosił pana de Calonne o pensję dziesięciu tysięcy funtów. „Co pan będzie robił z dziesięcioma tysiącami”, rzekł ów i kazał podwyższyć pensję do dwudziestu tysięcy. Ta pensja jest z niewielkiej liczby tych, które uszanowano w epoce redukcji dokonanych przez arcybiskupa Tuluzy, który zjadł niejedną wesołą kolacyjkę z dziewczętami w towarzystwie wicehrabiego de Saint-Priest.

N... powiadał o pani X: „Sądziłem, że chce, abym dla niej został wariatem, i byłem gotów; ale ona chciała, abym został głupcem, tego odmówiłem wręcz”.

Książę de Conti trapił się, że pan d’Artois31 kupił majątek obok jego polowania: tłumaczono mu, że granice są ściśle oznaczone, że nie ma się czego lękać, etc. Książę Conti przerwał mówiąc: „Wy nie wiecie, co to są książęta”.

Pan de B... utrzymywał, że nie mówi się kobiecie o godzinie trzeciej tego, co się jej powie o szóstej; o szóstej tego, co o dziewiątej, o północy etc. Mówił, że pełne południe ma coś surowego. Twierdził, że ton jego z panią de... zmienił się od czasu, gdy kazała obić karmazynowo meble, które były wprzód błękitne.

Pan de Barbançon, niegdyś bardzo urodziwy, miał piękny ogród, który księżna de la Valière przyszła obejrzeć. Właściciel, wówczas bardzo stary i podagryczny, powiedział jej, że swego czasu kochał się był w niej do szaleństwa. Pani de la Valière odpowiedziała: „Och, Boże, czemuż pan nie mówił? Byłbyś mnie miał, jak inni”.

D’Alembert bawił u Woltera wraz z pewnym słynnym profesorem prawa z Genewy. Ten, podziwiając wszechstronność Woltera, rzekł: „Jedynie w prawie publicznym wydaje mi się trochę słaby. — A mnie, odparł d’Alembert, wydaje się trochę słaby tylko w matematyce”.

N... powiadał z powodu głupstw ministerialnych: „Gdyby nie rząd, zapomnielibyśmy się śmiać we Francji”.

„We Francji, powiadał N..., trzeba czyścić humory melancholijne i patriotyczne. To są dwie choroby przeciw naturze, w kraju położonym między Renem a Pirenejami; kiedy Francuz dotknięty jest jedną z tych chorób, wszystkiego można się po nim obawiać”.

Pan de Voltaire, bawiąc w Poczdamie, jednego wieczora, po kolacji, odmalował portret dobrego króla, jako kontrast z obrazem tyrana. Rozgrzewając się stopniowo, uczynił straszliwy opis nieszczęść, jakie cierpi ludzkość pod królem despotą, zdobywcą, etc. Król pruski, wzruszony, uronił parę łez. „Patrzcie, patrzcie! wykrzyknął Wolter, ten tygrys płacze!”

Kiedy król Stanisław przyznał pensje wielu ex-jezuitom, pan de Tressan rzekł: „Królu, czy nic nie uczynisz dla rodziny Damiensa32, która jest w głębokiej nędzy?”