Diderot, mając sześćdziesiąt dwa lata i zakochany we wszystkich kobietach, mówił do jednego z przyjaciół: „Powiadam często sam sobie: stary wariacie, stary dziadu, kiedy przestaniesz się narażać na wstyd odmowy lub śmieszności?”

Pan de C... mówił raz o rządzie angielskim i o jego zaletach w towarzystwie, gdzie było kilku biskupów i kilku księży. Jeden z nich, nazwiskiem Seguerrand, rzekł: „Proszę pana, z tego co wiem o tym kraju, nie miałbym najmniejszej ochoty w nim żyć; mam wrażenie, że czułbym się tam bardzo źle. — Proszę księdza, odparł naiwnie pan de C..., właśnie dlatego, że ksiądz by się tam źle czuł, kraj jest bardzo sympatyczny”.

Kilku oficerów francuskich udało się do Berlina; jeden z nich przedstawił się królowi bez munduru i w białych pończochach. Król zbliżył się do niego i spytał go o nazwisko: „Margrabia de Beaucour. — Z jakiego pułku? — Z szampańskiego. — A tak, to ten pułk, gdzie mają w d... regulamin”. I zwrócił się do oficerów, którzy byli w uniformie i w butach.

Hrabia de... i margrabia de... pytali mnie, jaką widzę różnicę między nimi co się tyczy zasad; odparłem: „Różnica między wami jest ta, że jeden z was wylizałby warzechę46, a drugi by ją połknął”.

Baron de Breteuil, po ustąpieniu z ministerstwa w r. 1788, krytykował postępowanie arcybiskupa Sens. Mienił47 go despotą i mówił: „Co do mnie, żądam, aby władza królewska nie wyradzała się w despotyzm i aby pozostała w granicach, jakie obowiązywały ją za Ludwika XIV”. Mówiąc tak, sądził, że spełnia czyn obywatela i że ryzykuje niełaskę u Dworu.

Kiedy pani d’Esparbes była w łóżku z Ludwikiem XV, król rzekł: „Puszczałaś się ze wszystkimi mymi poddanymi. — Och, Najjaśniejszy Panie! — Miałaś księcia de Choiseul. — Jest taki jurny. — I marszałka de Richelieu. — Taki dowcipny! — Monville’a. — Ma taką ładną nogę. — Przypuśćmy; ale książę d’Aumont, który nie ma nic z tego wszystkiego? — Och, Najjaśniejszy Panie, on jest taki przywiązany do ciebie”.

Pani de Maintenon i pani de Caylus przechadzały się nad stawem w Marly. Woda była przeźroczysta, widać było karpie, poruszały się z wolna, zdawały się równie senne jak chude. Pani de Caylus zwróciła na to uwagę pani de Maintenon, która rzekła: „One są tak jak ja, żałują swego błotka”.

Ambasador angielski w Neapolu wydał bal uroczy, ale niezbyt kosztowny. Dowiedziano się o tym i zaczęto obgadywać jego bal, mimo że bardzo ładny. Zemścił się jak prawdziwy Anglik i jak człowiek, który nie stoi o gwinee48. Oznajmił drugi bal. Sądzono, że chce się poprawić, i że bal będzie wspaniały. Wszystko spieszy. Wielki ścisk. Żadnych przygotowań. Wreszcie, wnoszą maszynkę spirytusową. Wszyscy oczekują jakiegoś cudu. „Panowie, rzekł, widzę, że chodzi wam o koszt, nie o zabawę. Patrzcie, panowie, rzekł rozchylając ubranie i pokazując podszewkę. To jest obraz Dominikina, wart pięć tysięcy gwinei. Ale to nie wszystko; patrzcie na tych dziesięć banknotów; każdy jest po tysiąc gwinei, płatnych w banku amsterdamskim”. Zwinął je i położył na zapalonej maszynce. „Nie wątpię, panowie, że ten bal was zadowoli i że opuścicie mój dom radzi ze mnie. Żegnam panów, feta skończona”.

„Potomność, mówił pan de B..., to jest nie co innego, tylko nowa publiczność, która następuje po dawnej; otóż, sam pan wie, czym jest dzisiejsza publiczność”.

„Trzy rzeczy, powiadał N..., mierżą mnie, tak w znaczeniu moralnym, jak fizycznym, w przenośni i dosłownie: hałas, wiatr i dym”.