Mówiono Janowi Jakubowi Rousseau, który wygrał kilka partii szachów z księciem de Conti, że nie umie postępować z książętami, i że trzeba mu dać wygrać czasem: „Jak to, rzekł, daję mu wieżę for84!”
N... powiadał mi, że pani de Coislin, która stara się być dewotką, nigdy tego nie osiągnie, bo, oprócz głupstwa wierzenia, trzeba mieć — gdy się chce być zbawionym — zapas codziennej głupoty, którego jej brak bardzo często. „Ten właśnie zapas, dodał, nazywa się Łaską”.
Pani de Talmont, widząc, że pan de Richelieu, zamiast się nią zajmować, nadskakuje pani de Brionne, bardzo pięknej, ale nie cieszącej się sławą rozumu, rzekła: „Panie marszałku, pan nie jest ślepy; ale zdaje mi się, że pan jest trochę głuchy”.
Ksiądz de la Ville namawiał do kariery politycznej pana de..., człowieka skromnego i uczciwego, który wątpił o swoich zdolnościach i nie poddawał się jego namowom. „Ech, drogi panie, rzekł ksiądz, otwórz pan Almanach królewski”.
Sykstus Piąty, zostawszy papieżem, wzywa do Rzymu pewnego jakobina z Mediolanu i łaje go jako złego zarządcę klasztoru, przypominając mu sumę, jaką piętnaście lat wprzódy pożyczył pewnemu franciszkaninowi. — Winny rzekł: „To prawda, to był hultaj, który mnie zarwał. — To ja, rzekł papież, jestem owym franciszkaninem; oto masz swoje pieniądze, ale nie daj się już nabrać i nie pożyczaj nigdy mnichom z tego zakonu”.
Król pruski, widząc żołnierza ze szramą na twarzy, pyta: „W jakiej karczmie cię tak urządzono? — W karczmie, gdzie ty, królu, zapłaciłeś cechę, pod Kolinem”, rzekł żołnierz. Król, który wziął w skórę pod Kolinem, uznał mimo to odpowiedź za wyborną.
Krystyna, królowa szwedzka, wezwała na dwór słynnego Naudé, autora bardzo uczonej książki o tańcach greckich, oraz Meibomiusa, erudytę Niemica, tłumacza siedmiu autorów greckich, którzy pisali o muzyce. Bourdelot, przyboczny lekarz królowej, faworyt i kpiarz z natury, poddał jej myśl, aby kazała jednemu z uczonych zaśpiewać arię starożytną, a drugiemu odtańczyć ją. Udało się jej; a farsa ta ośmieszyła obu uczonych. Naudé wziął żart po dobremu; ale Niemiec wściekł się tak, że natłukł Bourdelota po gębie, po czym opuścił dwór, a nawet Szwecję.
Kanclerz d’Aguesseau nigdy nie dawał pozwolenia na druk nowego romansu, a nawet cichego zezwolenia udzielał jedynie pod specjalnymi warunkami. Tak na przykład pozwolił księdzu Prévost na druk pierwszych tomów Clevelanda jedynie pod warunkiem, że Cleveland przejdzie w ostatnim tomie na katolicyzm.
Kardynał de la Roche-Aymon, śmiertelnie chory, wyspowiadał się przed jakimś księdzem, o którym rzekł tak: „Zachwycony nim jestem; mówi o piekle jak anioł”.
N. powiadał o księżnej de...: „To kobieta, którą koniecznie trzeba oszukiwać, bo nie jest z rzędu tych, które się rzuca”.