Kiedy Malborough był w okopach z przyjacielem i z siostrzeńcem, kula strzaskała głowę przyjacielowi i bryznęła mózg na twarz młodego człowieka, który cofnął się ze zgrozą, Malborough rzekł zimno: „Widzę, że jesteś zdziwiony? — Tak, odparł młody człowiek, obcierając twarz, jestem zdziwiony, że człowiek, który miał tyle mózgu, narażał się dobrowolnie na tak bezcelowe niebezpieczeństwo”.
Księżna du Maine, nie czując się lepiej, łajała swego lekarza, i mówiła: „Warto było nakładać mi tyle prywacji10 i kazać mi żyć na odludziu! — Ależ, Wasza Wysokość, wszakże jest w zamku czterdzieści osób. — Ech, czy pan nie wie, że czterdzieści czy pięćdziesiąt osób to jest odludzie księżniczki?”.
„Miłość, powiadał N..., powinna być rozkoszą jedynie subtelnych dusz. Kiedy widzę ludzi pospolitych biorących się do kochania, mam ochotę powiedzieć: — Czego wy tutaj szukacie? Karty, żarcie, ambicja, to dla was, kanalie!”
„Czy pan wie, czemu (powiadał mi pan de...) ludzie są uczciwsi we Francji za młodu, do trzydziestki, niż później? Dlatego, że u nas trzeba być albo młotem, albo kowadłem; że widzą, iż niedole, od których jęczy kraj, są bez ratunku. Wprzód11, człowiek podobny jest do psa, który broni obiadu swego pana przeciw innym psom. Potem, robi się jak ten sam pies, który chwyta swoją część z innymi”.
Zbierano składkę w Akademii Francuskiej; brakowało talara czy też ludwika; jednego z Akademików, znanego ze skąpstwa, posądzono, że nie dał składki. Twierdził, że dał; ten, który zbierał, rzekł: „Nie widziałem, ale wierzę”. Pan de Fontenelle zakończył dyskusję, mówiąc: „Ja widziałem, ale nie wierzę”.
Książę de Chartres, dowiadując się o zniewadze wyrządzonej księżnej de Bourbon, swojej siostrze, przez hrabiego d’Artois12, rzekł: „Przyjemnie jest nie być ojcem ani mężem”.
Hrabia Mirabeau, bardzo brzydki, ale tryskający inteligencją, oskarżony o rzekome wykradzenie13, sam się bronił: „Panowie, rzekł, oskarżają mnie o wykradzenie; otóż, za całą odpowiedź i za całą obronę, żądam, aby wystawiono mój portret u furty sądowej”. Komisarz nie zrozumiał: „Głupi, rzekł sędzia, popatrz na gębę pana hrabiego”.
N... mówił mi: „Nie mając gdzie ulokować szczerego uczucia, zdecydowałem się traktować miłość jak wszyscy. Ot, coś jak człowiek, który, chcąc iść do teatru i nie dostawszy biletu na Ifigenię14, idzie do Varietés15”.
Pani de Brionne zerwała z kardynałem de Rohan o księcia de Choiseul, którego kardynał chciał wygryźć z posady ministra. Doszło między nimi do gwałtownej sceny, którą pani de Brionne zakończyła, grożąc kardynałowi, że go każe wyrzucić oknem: „Doskonale, rzekł, mogę wyjść drogą, którą wchodziłem tak często”.
Książę de Choiseul należał do partyjki Ludwika XV, kiedy go skazano na wygnanie. Pan de Chauvelin, który również grał w tej partyjce, oznajmił królowi, że nie może grać dalej, bo książę trzymał z nim do połowy. Król rzekł: „Niech go się pan spyta, czy chce trzymać dalej”. Chauvelin napisał do Chanteleup; pan de Choiseul zgodził się. Po miesiącu król zapytał, czy się obliczyli. „Owszem, rzekł pan de Chauvelin, Choiseul wygrał trzy tysiące ludwików16. — A, bardzo mnie to cieszy, rzekł król; niechże mu je pan pośle co rychlej”.