— Nie pomogło nic a nic! — zawołała. — Myślałam, że da pokój, dowiedziawszy się o chorobie Marianny, ale sprzedaje dalej. Czyni to jednak teraz tylko dlatego, że mu wstyd przerwać.

Gösta wzruszył ramionami, pożegnał ją i wyszedł. W sieni napotkał Sintrama.

— Diabelnie zabawna historia! — wykrzyknął Sintram zacierając ręce. — Mistrz z ciebie prawdziwy, Gösto! Czegożeś narobił!

— Niedługo będzie tu jeszcze zabawniej! — szepnął mu Gösta. — Proboszcz z Broby przywiózł pełne sanie pieniędzy. Chce podobno kupić całe Björne za gotówkę. Zobaczymy, jaką minę zrobi potężny Melchior.

Sintram wciągnął głowę w ramiona i śmiał się długo, bez dźwięku, potem zaś poszedł do sali i przystąpił do Melchiora.

— Jeśli chcesz wódki, Sintramie — powiedział doń Melchior — to poprośże, u diaska, naprzód!

— Masz zawsze szczęście, braciszku! — rzekł mu Sintram. — Pewien człowiek przywiózł właśnie pełne sanie pieniędzy, chce kupić Björne wraz z inwentarzem żywym i martwym. Inni zań licytują, on zaś siedzi przyczajony w kątku, bo taki jest układ, że pokaże się dopiero po licytacji.

— Dam ci kieliszek, ale powiedz najpierw, kto to taki!

Sintram ujął kieliszek, ale zanim dał odpowiedź, cofnął się o kilka kroków.

— Podobno proboszcz z Broby, braciszku!