Ebba była wówczas już o tyle zdrowa, że leżała ubrana na sofie, blada tylko, bezsilna i bardziej jeszcze niż zazwyczaj milcząca.
Usłyszawszy słowa matki podniosła na nią oczy z żalem i wyrzutem, mówiąc: „Oddałaś mnie, mamo, wypędzonemu proboszczowi, człowiekowi, który utracił prawo być sługą bożym, a stał się złodziejem i żebrakiem”.
„Dziecko moje! Któż ci to powiedział? Sądziłam, że nie wiesz nic!”
„Dowiedziałam się przypadkiem. Goście rozmawiali o tym tego dnia, kiedym zachorowała”.
„Ależ dziecko! Zważ, że on ci ocalił życie!”
„Pamiętam o tym, jeno, że mnie oszukał. Powinien był powiedzieć, kim jest”.
„Twierdzi, że go kochasz”.
„Kochałam go. Ale kochać nie mogę człowieka, który mnie oszukał”.
„Jakże to oszukał cię?”
„Nie rozumiesz tego, mamo!”