— Tak! — rzekł kum Kristofer. — Proszę zapamiętać me słowa. Jeśliby mi Bóg przywrócił władzę i bogactwo, uczynię zeń lepszy użytek, niżbym miał je dzielić z damą światową, z osobą umalowaną, a bez serca, która urąga nędzy.

— Ma pan rację, kumie Kristoferze! — przyznała.

Potem wstał i odjechał do Ekeby. Ale nie leciały już za nim duchy ni wołanie drozda i nie widział już wiosny roześmianej. Przybył do Ekeby w chwili, kiedy oddawano strzały wielkanocne i palono „czarownicę”. Tak zwana czarownica wielkanocna to wielka słomiana kukła z głową szmacianą i rysami twarzy nakreślonymi węglem. Ubrana w łachmany biednej komornicy, ma przy boku długie cęgi od ognia i miotłę, zaś na szyi róg z maścią. Gotowa jechać na Blakullę25.

Major Fuchs raz po raz nabijał strzelbę i palił w powietrze. Potem zbudowano wielki stos chrustu, rzucono nań czarownicę i spalono. Kawalerowie czynili wszystko, co mogli, by starym zwyczajem zniweczyć siłę złego ducha.

Kum Kristofer patrzył ponuro chwilę, potem dobył spoza wyłogu rękawa wielki list królewski i cisnął go w płomienie. Czemu to uczynił, nie wiadomo. Wyobraził sobie może, że na stosie spłonęła hrabina Märta. Może też pomyślał, że już nic nie pozostało na ziemi cennego, skoro kobieta, którą kochał przez tyle lat, była jeno kukłą ze słomy i łachmanów.

Wrócił do skrzydła rezydenckiego, zapalił świecę i schował uniform. Usiadł przy piecu jak przedtem. Z dniem każdym był bardziej rozczochrany i siwy. Obumierał z wolna jak stary ptak drapieżny w niewoli.

Niewola jego skończyła się, ale nie chciał używać swobody. Świat mu stanął otworem, mógł ruszyć na pole sławy i zacząć nowe życie, ale zabrakło już siły do rozpostarcia skrzydeł.

15. Drogi życia

Uciążliwe są drogi, którymi tu na ziemi musi wędrować człowiek.

Wiodą przez pustynie, bagna i góry.