Gdy była już na statku, zaczęła wołać:

— Skryjcie mnie! Skryjcie mnie! — Wtem potknęła się i upadła na ładunek żelaza.

Kawalerowie poprosili, by się uspokoiła, odbili szybko od brzegu, dążąc z prądem w kierunku Karlstadu, a w tejże chwili dojechała do przystani kolasa.

Siedzieli w niej hrabia Henryk i hrabina Märta. Hrabia pobiegł do przewoźnika chcąc spytać, czy nie widział jego żony. Ponieważ jednak wstyd mu było powiedzieć, że zbiegła, rzekł tylko:

— Zgubiłem coś!

— Tak? — odparł chłopak.

— Powiadam, że mi coś zginęło. Czyście nie widzieli tu czegoś?

— O co jaśnie pan pyta?

— Mniejsza z tym! Coś mi zginęło. Hm, a czyście przewozili dziś kogo?

Oczywiście nie mógł dostać odpowiedzi, lecz hrabina Märta rozmówiła się z przewoźnikiem i w minutę później wiedziała o ucieczce zbiega na płynących z wolna galarach.