Hrabina słuchała już tylko wewnętrznego głosu, który jej nakazywał pójść między obcych ludzi. Nie uświadamiała sobie niemal, że kocha tego człowieka, który stoi przed nią.
Odeszła, on powrócił do towarzyszy, gdy zaś stanął na galarze, drżał ze znużenia, wyczerpania i bezsiły, jakby dokonał najcięższej w życiu pracy.
Przez kilka dni trzymał się mocno, aż honor Ekeby został uratowany. Dowiózł żelazo na wagę w Kanikenäs, po czym na długi czas opadł z sił i opuściła go radość życia.
Dopóki był na pokładzie, kawalerowie nie spostrzegli zmiany, gdyż trzymał nerwy na wodzy, był wesoły i beztroski, wszak szło o honor Ekeby. Jakżeby mogli podejmować ryzykowne to dzieło z miną kwaśną i bez wigoru w sercach?
Wieść niesie, że kawalerowie mieli na galarach znacznie więcej piasku niż żelaza, że dostarczali ciągle ten sam ładunek na wagę, aż do pewnej ilości wieluset cetnarów, następnie, że kierownik wagi i jego ludzie zapijali i zajadali nieźle, korzystając z przywiezionych zapasów. Jeśli tak było, to każdy zrozumie, że wesoło musiało być na galarach.
Któż zdoła to dziś sprawdzić? W każdym razie Gösta nie miał czasu na smutki, chociaż nie odczuwał też radości z powodu przygody i niebezpieczeństwa. Dopiero na końcu padł złamany.
— O Ekeby, ziemio tęsknoty mojej! — powtarzał sobie. — Żyj dalej w sławie!
Rezydenci dostali pokwitowanie od kierownika wagi i załadowali żelazo na szkutę wenerską. Zazwyczaj fachowi przewoźnicy dostawiali towar do Göteborga, a właściciele z Värmlandii nie troszczyli się już o nic, mając potwierdzenie odbioru. Ale kawalerowie nie chcieli załatwić sprawy w połowie jeno i postanowili jechać do samego Göteborga.
W drodze spotkał ich wypadek. Burza zerwała się w nocy, pozbawiona steru szkuta wpadła na skałę, rozbiła się i cały drogocenny ładunek zatonął. Poszły na dno trąbki, karty i puste butelki, cóż to jednak znaczyło wobec straty cennego żelaza? Mimo wszystko honor Ekeby ocalał. Żelazo zostało oddane na wagę, a chociaż major musiał zawiadomić kupców göteborskich, że wobec straty żelaza rezygnuje z zapłaty, to bagatela. Ekeby było bogate, a honor jego był uratowany.
Przystanie, śluzy, kopalnie, mielerze, szkuty i galary szeptały, co prawda, dziwne rzeczy. Po lasach szumiały plotki, że cała wyprawa była oszustwem, a w Värmlandii twierdzono, iż na galarach było jeno sto cetnarów, zaś rozbicie urządzono z rozmysłem. I cóż stąd? Kawał był godny, figiel iście kawalerski i wcale szkodzić nie mógł sławie Ekeby!