— Proboszcz wróci po południu! — powiedział. — Wielmożna pani uczyni najlepiej, jeśli zajedzie do brobijskiej gospody i wróci po południu. Ręczę, że proboszcz będzie w tym czasie w domu.

W chwilę potem kareta z wykwintną damą stoczyła się na dół, ku gospodzie, a żebrak patrzył za nią drżąc na całym ciele. Pragnął całować ślady kół padłszy na kolana.

Wyświeżony, ogolony, w trzewikach z lśniącymi sprzączkami, w jedwabnych pończochach, w żabocie i świeżych manszetach, stanął w południe tegoż dnia proboszcz przed dziekanową w Bro i powiedział:

— Jest to wykwintna dama, hrabianka, jakże ją tedy mogę, ja, biedak przyjąć u siebie? Podłogi u mnie są czarne, salon bez mebli, w jadalni strop zielony od pleśni i wilgoci. Proszę bardzo, niechże mi pani dopomoże! Wszak jest to wytworna dama, hrabska córka!!

— Czyż nie możesz pan kazać powiedzieć, żeś wyjechał?

— Droga pani dziekanowo! — odparł. — Wszak czterdzieści mil przebyła, by zobaczyć, mnie, biedaka. Nie wie, jak moje sprawy stoją. Nie mam dla niej łóżka, nie mam gdzie przenocować jej służby!

— Niech więc nie nocuje.

— Droga pani dziekanowo! — rzekł. — Nie rozumie mnie pani, widzę. Wolę dać raczej wszystko, co oszczędziłem w ciągu życia, niż odmówić jej przytułku pod moim dachem. Miała lat dwadzieścia, gdyśmy się rozstali, a od tego czasu minęło czterdzieści lat, raczże pani wziąć to w rachubę. Oto pieniądze, jeśli mogą się przydać, zdaje mi się, że same pieniądze nie wystarczą!

Erosie, kochają cię kobiety i chętniej uczynią dla ciebie sto kroków niźli jeden dla innych bogów.

Pokoje, kuchnia i spiżarnia dziekanówki opustoszały, zaprzężono do wszystkich wozów i ruszono na plebanię brobijską. Dziekan będzie mógł sobie po powrocie z nauki konfirmacyjnej chodzić po całym domu i zazierać do kuchni nie znajdując niczego. Nie ma żony, służby ni obiadu. Cóż na to poradzić? Tak chciał Eros wszechwładny!