— Gösto! — powiedziała łagodnie — teraz musisz mi pomóc, jak obiecałeś. Wiesz, że mąż mnie opuścił i dziecko moje nie ma ojca.
— Tak, pani hrabino! — odparł. — Ale teraz sprawa ma się inaczej. Teraz, gdy dziecko przyszło na świat, można zmusić pana hrabiego do legalizacji małżeństwa. Proszę ufać, iż dopomogę w tej sprawie.
Elżbieta uśmiechnęła się.
— Czy sądzisz, Gösto, że pragnę narzucać się hrabiemu?
Krew uderzyła Göście do głowy. Czegóż odeń chciała?
— Chodź tu, Gösto! — rzekła podając mu znowu rękę. — Nie gniewaj się za to, co powiem, ale sądzę, że ty, który...
— ...który jestem wygnanym proboszczem, pijakiem, rezydentem, mordercą Ebby Dohny... o, znam dobrze całą listę mych zasług...
— Gniewasz się, widzę!
— Rad bym, by pani hrabina nie kończyła.
Ale Elżbieta podjęła na nowo.