— Jeśli się nie mylę, byliście, Janie, żołnierzem. Proszę, opowiedzcie mi coś o wojnie.
Milczenie stało się jeszcze bardziej niesamowite. Jan udał, że nie słyszy.
— Rada bym coś usłyszeć od naocznego świadka i uczestnika... — podjęła na nowo, ale urwała spostrzegłszy znak, jaki jej ruchem głowy dała towarzyszka. Musiała się widać odezwać niezręcznie, gdyż wszyscy obecni patrzyli na nią, jakby uchybiła formom towarzyskim. Nagle odezwała się chrapliwie jedna z Cyganek:
— A może pani była dawniej hrabiną borgijską?
— Tak, byłam.
— W takim razie mogłaby pani coś lepszego robić, niż biegać za szalonym pastorem... Pfuj!
Hrabina wstała i podziękowawszy za odpoczynek pożegnała zebranych. Kobieta, która przemówiła przed chwilą, wyszła za nią.
— Może pani hrabina nie wie, czemu tak powiedziałam? Stary Jan wpada we wściekłość na wspomnienie o wojnie, toteż musiałam coś rzec, ale bez złej myśli to powiedziałam.
Hrabina poszła dalej, ale przystanęła za chwilę. Spojrzała na groźny las, rzucającą cień górę i dymiące oparem bagniska. Strach mieszkać w takiej okolicy temu, kto miał duszę pełną złych wspomnień. Żal jej się zrobiło starego Jana, który siedział tam mając jeno czarnych Cyganów za towarzyszy.
— Anno Lizo — powiedziała — musimy wrócić. Przyjęto nas uprzejmie w tej chacie, ja jednak zachowałam się niestosownie. Chcę pomówić ze starym Janem o czymś przyjemniejszym.