— W dawnych czasach, kiedy usiłowałem zostać robotnikiem w Borgu, podarowałaś mi, pani majorowo, dom i posiadam go do dziś. Jesienią wyporządziłem go przy pomocy Löwenborga, pobieliliśmy stropy i wykleili ściany, a drzwi i okna powlekliśmy farbą olejną. Tylny pokoik nazwał Löwenborg gabinetem hrabiny i umeblował sprzętami z różnych dworków, kupionymi na licytacjach. Są tam fotele z wysokim oparciem, skrzynie i kufry kute. W wielkim pokoju od frontu stoi warsztat tkacki Elżbiety i moja tokarnia. Jest tam także trochę sprzętów domowych. W tym pokoju siadywaliśmy nieraz długo, rozmawiając, jak to hrabina zamieszka w domu robotnika. Żona moja dowiaduje się o tym w tej chwili dopiero, pani majorowo. Chciałem ją zawiadomić o wszystkim w dniu opuszczenia Ekeby.
— Mów dalej, Gösto!
— Löwenborg wspominał często, że koniecznie musimy mieć służącą. „Latem jest przepięknie — mawiał — ale w zimie czułaby się młoda kobieta zbyt samotna. Musisz wziąć tedy służącą, Gösto!” Przyznawałem mu rację, ale nie wiedziałem, skąd wziąć na to środki. Pewnego dnia przywlókł Löwenborg swój stół z malowanymi klawiszami. Spytałem żartem, czy ma zamiar zostać naszą służącą. Odrzekł, że przyda nam się, bo chyba nie chcę, by żona moja gotowała sama obiad i nosiła wodę i drzewo. Odparłem, że nie chcę, aby to czyniła, jak długo sam mam zdrowe ręce do pracy. Zauważył, że jeszcze nam lepiej pójdzie we dwóch, ona zaś będzie mogła siedzieć przez cały dzień przy kominku z robótką w rękach. Oświadczył, że nie mam pojęcia, ile obsługi potrzebuje taka mała, delikatna kobieta.
— Mów dalej, Gösto! — rzekła majorowa. — To mi łagodzi ból. Ale czy sądzisz, że młoda hrabina może zamieszkać w domu robotnika?
Zdziwił go drwiący ton, jakim to powiedziała, ale mówił dalej.
— Ach, pani majorowo! Nie śmiałem w to wierzyć, ale gdyby się zdecydowała, byłbym szczęśliwy. Trzeba stąd pięć mil jechać do lekarza. Ona jest tak zręczna i dobra, że nie zabrakłoby jej zajęcia przy opatrywaniu ran i leczeniu gorączki. Pewny jestem, że wszyscy znaleźliby drogę do pani w robotniczym domku. Dużo jest niedoli u biedaków, której ulżyć można dobrym słowem i życzliwą poradą.
— A cóż będziesz robił ty sam, Gösto?
— Będę pracował przy warsztacie stolarskim i tokarce. Muszę zacząć własne życie. Jeżeli żona moja nie zechce iść ze mną, muszę i na to przystać. Ale nie skusiłyby mnie już teraz wszelkie bogactwa świata, chcę żyć życiem własnym. Zostanę biednym pośród biednych i będę im pomagał wedle sił. Potrzebują kogoś, kto by im wygrywał polki na weselach i w zapusty, pisał listy do synów w obczyźnie, a ja to potrafię. Ale przede wszystkim muszę być biedny, pani majorowo!
— Smutne będzie wasze życie!
— O nie, pani majorowo, nie będzie smutne, jeśli tylko trzymać się będziemy razem. Bogaci przyjdą do nas na równi z biedakami i radośnie będzie w naszym małym domku. Goście nie obrażą się, gdy jadło będzie przyrządzane na ich oczach, i nie wezmą nam za złe, że jeść będą po dwu z jednego talerza.