— Dopomóż majorowej! — odparła.

— Zrozum, że muszę wpierw zyskać pewność, czy mnie nie uczyniła mordercą!

— Cóż za przypuszczenia, Gösto? Dopomóżże jej!

— Nie chcesz odpowiedzieć, rozumiem. Sintram powiedział tedy prawdę! — rzekł Gösta, wrócił do rezydentów i nie ruszył palcem w obronie majorowej.

Ach, czemuż majorowa posadziła kawalerów przy bocznym stole pod piecem? Teraz zbudziły się w ich głowach myśli z ubiegłej nocy, oczy łyskają gniewem nie mniejszym niż gniew majora.

Pozostają hardzi i niewzruszeni na błagania majorowej.

Czyż wszystko, czego są świadkami, nie potwierdza widziadeł minionej nocy?

— Oczywiście, rzecz jasna, kontrakt nie został odnowiony! — mruczy jeden z nich. — Do piekła z tobą, wiedźmo! — woła inny. — Sami cię za drzwi wypędzimy!

— Głupcy! — woła do kawalerów stary, słaby wuj Eberhard. — Czyż nie rozumiecie, że to był Sintram?

— Owszem, wiemy o tym dobrze — odpowiada Juliusz. — Ale czy to nie wszystko jedno? I tak mogło to być prawdą. Przecież Sintram jest sługą diabła. Pokumali się ze sobą od dawna.