W wielkiej sali, gdzie niedawno wirowały pary, stały już w zupełnym porządku pod ścianami fotele o wysokich oparciach.
Przystąpiła do fortepianu, uderzyła z lekka w klawisze.
— Za moich czasów nie brakło tu też wesela i zabawy! — powiedziała.
Weszła również do pokoju gościnnego. Było całkiem ciemno. Szła omackiem i nagle dotknęła palcami twarzy służącej.
— Płaczesz — spytała poczuwszy łzy na dłoni.
Dziewczyna załkała w głos.
— O pani! — zawołała. — Droga pani moja! Oni zniszczą wszystko! Czemuż odeszłaś i zostawiłaś, o pani, cały dom w ich rękach?
Majorowa odsunęła kotarę okienną i wskazała podwórze.
— Czyż cię uczyłam płakać i lamentować? — spytała. — Patrz, podwórze roi się od ludzi. Jutro nie będzie w Ekeby ani jednego rezydenta.
— A pani wróci? — spytała dziewczynka.