— Gdyby był jednooki — dodał Kevenhüller — sądziłbym, żeś naprawdę ubił gurlitskiego króla lasów, ale ten nie miał ani śladu ropy ni blizny na oku, toteż nie jest chyba niedźwiołakiem.

Major zaklął z gniewu na głupotę swoją, ale po chwili rozpromienił się tak, że mu twarz niemal wypiękniała. A więc jednak król lasów nie padł z innej ręki!

— Boże! Jakże jesteś dobry! — szepnął major i złożył ręce.

9. Wyprzedaż w Björne

Nieraz będąc dziećmi dziwowaliśmy się opowiadaniom starszych.

— Czyż każdego dnia bywały bale za waszych lat młodych? — pytaliśmy. — Czy całe życie było jedną jeno przygodą? Czy w czasach owych każda dama była piękna i godna miłości? Czy po każdym balu porywał jedną z nich Gösta Berling?

Starcy potrząsali czcigodnymi głowami i zaczynali opowiadać, jak to warkotały kołowrotki i trzaskały warsztaty tkackie, jak się krzątano w kuchni, młócono na klepisku i rąbano drzewo po lasach. Zaraz jednak wpadali z powrotem w dawny ton. Sanki zajeżdżały przed ganek, weseli młodzi ludzie mknęli przez ciemne bory, wirował taniec, aż pękały struny skrzypiec. Z hukiem i łoskotem, w pędzie odbywała się gonitwa dokoła jeziora Löven. Z dala słychać było jej gromkie odgłosy. Z dala dolatywał huk walących się drzew, od rozpętania żywiołów wybuchały pożary, wzbierały potoki, a wilki wyjąc ścigały się dokoła osiedli. Pęd ośmionogich rumaków19 rozbijał w puch wszelaką szczęśliwość, kędy przebiegły, dzikość rozjarzała się w sercach mężczyzn, a blade kobiety uciekały z domów i zagród.

My, dzieci, siedzieliśmy, bywało, zdumieni, trwożni i radośni zarazem.

„Co za ludzie! — myśleliśmy. — Takich dziś nie uświadczyć w świecie”.

— Czyż nie myśleli nad tym, co czynią, ludzie czasów onych? — pytaliśmy.