— Drogi Janie! — zaczął.
Był to wysoki mężczyzna o jasnych włosach i pięknym obliczu. Nikt nie mógł się oprzeć tkliwemu spojrzeniu jego niebieskich oczu, pełnych współczucia i życzliwości. Ale w tej sytuacji nie pozostawało Janowi nic innego do uczynienia, jak sprostować pomyłkę proboszcza, toteż dokonał tego niezwłocznie.
— Mój dobry proboszczu, nie ma tu żadnego Jana. Stoi przed panem cesarz Jan, władca Portugalii, a kto mnie nie chce zwać właściwym imieniem, z tym nie mam nic do gadania.
Powiedziawszy to, zaszczycił Jan proboszcza lekkim, cesarskim skinieniem głowy, włożył czapkę i obrócił się na pięcie.
Pozostali w zakrystii spoglądali z przerażeniem za odchodzącym, który otwarł drzwi i za chwilę znikł im sprzed oczu.
Część trzecia
Hymn cesarski
Na porosłym drzewami wzgórzu, powyż57 Loby, istnieje jeszcze dotąd część drogi jezdnej, którą dawniej snuły się szeregi wozów, teraz jednak została opuszczona, ponieważ wznosi się na wszystkie grzbiety i stacza w każdą dolinę, miast58 biegnąć zboczem gór. Część zachowana dotąd jest tak stroma, że nie ma mowy o przejechaniu tamtędy, a używają jej tylko piechurzy i to chętnie, albowiem stanowi dogodną linię orientacyjną w wędrówce poprzez lasy.
Dotąd zachowała ona szerokość gościńca i pokład drobnego żwiru, a nawet piękniejsza się stała, bo nie ma na niej głębokich kolei kół, błota, ni kurzu.
Rosną na jej brzegach kępy kwiatów, żółtych mleczów, ostróżek i błękitnych gencjan. Tylko rowy znikły całkiem, bo usadowiły się w nich świerki, stając gęstym rzędem po bu stronach. Świerki owe równej wysokości, młode, zielone, okryte od wierzchołka do samej ziemi gęsto gałęźmi, stanęły szpalerem, tworząc jakby aleję wiodącą do pałacu jakiegoś wielmoży, a pośród nich brzęczą latem owady chórem tak rozgłośnym, że przypominają trzmiele, polatujące nad łąkami czy derkacze odzywające się o wieczorze znad trzęsawisk nizinnych.