Postanowił, zanim dalej pójdzie, dowiedzieć się, co to znaczy. Śpiew dolatał37 wyraźny, dźwięczny, radosny, ale drzewa nie pozwalały zobaczyć śpiewaczki.

Jan zboczył z drogi i zaczął się przedzierać przez gęstwę poszycia lasu, by jej przeciąć drogę.

Znajdowała się dalej, niż mniemał, przeto38 śpieszył naprzód raźno coraz to dalej, mając ją ciągle przed sobą. Szła ciągle w górę i czasem wydawało się Janowi, że znajduje się wprost ponad nim.

Po pewnym czasie nie miał Jan żadnej wątpliwości, śpiewaczka szła prosto na szczyt Storsnipy.

Szła niemal prostopadłą percią po skałach, najtrudniejszą z wszystkich dróg, ocienioną gęsto brzozami i wijącą się zygzakiem. Dlatego nie mógł jej dojrzeć. Ale mimo bardzo trudnej drogi szła szybko, jakby niesiona na skrzydłach i przez cały czas nie przestawała śpiewać.

Jan chciał jej znowu zajść ukosem, ale przez zbytni rozmach zbił się ze ścieżki, dostał się w gęstwę i został znowu w tyle.

Poza wszystkim, w miarę jak słuchał śpiewu, kładł mu się coraz to straszniejszy ciężar na piersi, tak że oddychał z trudnością i często musiał przystawać.

Kroczył teraz całkiem powoli, wlókł się ledwo noga za nogą.

Niełatwa to rzecz rozpoznać głos, a w lesie sprawa jest jeszcze o wiele trudniejsza, gdyż wszystko niemal szemrze tam, gwarzy i śpiewa do wtóru.

Zaszedłszy już tak daleko, powiedział sobie, że musi zobaczyć tę dziewczynę, która w wielkim rozradowaniu płynie niejako na barkach po stromym zboczu góry, gdyż inaczej wątpliwości i pytania trapiłyby go do samego końca życia.