— Nie ma celu czynić żadnych kroków! — powtarzał raz po raz. I to była jedyna wiadomość, jaką Katarzyna zdołała zeń wydobyć.
Stał pochylony i śmiertelne znużenie malowało się na jego twarzy, a kaftan nosił ślady zetknięcia z mchem i ziemią.
Katarzyna spytała, czy upadł i potłukł się.
Odpowiedział, że nie, tylko położył się na chwilę na ziemi, by spocząć.
Spytała, czy się czuje chory.
— Nie, nie! — powiedział. — Tylko zdaje mi się, że coś przestało iść... coś stanęło... i już nie tętni!
Ale nie chciał powiedzieć, co stanęło w chwili, gdy się przekonał, że córka jego chce iść w świat szeroki dla ratowania ojcowizny, nie z miłości dla rodziców, ale dlatego, że tęskni do onego40 wielkiego, szerokiego świata.
Ostatni wieczór
Onego ostatniego wieczoru poprzedzającego odjazd Klary Gulli do Sztokholmu, nie mógł jakoś Jan dojść z niczym do ładu i skończyć swych zajęć. Zaraz po powrocie z roboty powiedział, że musi iść do lasu po drzewo. Potem zajął się wstawianiem wyłamanej deski do furtki, która od roku już świeciła szeroką szczeliną, gdy zaś to skończył, zaczął z wielką troskliwością porządkować swoje przybory rybackie.
Przez cały czas rozmyślał nad tym, że dziwnym trafem nie odczuwa żadnego zmartwienia. Czuł się dziś znowu takim, jak przed osiemnastu laty. Nie umiał się radować ani też martwić. Gdy ujrzał na szczycie Storsnipy Klarę wyciągającą ramiona, by objąć świat, w tej chwili stanęło jego serce niby zegarek, który uderzył o coś z wielką siłą.