Przekona się wówczas Klara Gulla, że nie szło mu przez cały czas o nic innego tylko o to, by wróciła do domu i powie, że zastaje ojca równie ograniczonym i dziecinnym, jak był, kiedy odjeżdżała.

Tak sobie wymarzył Jan powitanie córki, ale marzenie owo nie spełniło się wcale.

Nie byli zmuszeni dnia tego czekać długo w przystani, bo parowiec nadpłynął w czasie właściwym. Na pokładzie było mnóstwo ludzi i towarów, albowiem w Broby odbywał się właśnie jarmark. W pierwszej chwili nie mógł tedy wiedzieć, czy Klara przybyła, czy nie.

Spodziewał się co prawda, że pierwsza postawi nogę na pomoście łączącym pokład z lądem, ale zamiast niej zobaczył jeno kilku mężczyzn. Gdy się i potem nie pokazywała, chciał wbiec na pokład i rozejrzeć się, jednak ścisk był za duży i utknął w tłumie. Mimo wszystko tak był pewny swego, że gdy ściągano pomost, krzyknął kapitanowi, by nie odbijał, bo nie wszyscy jeszcze wysiedli.

Kapitan zastosował się do jego życzenia, zatrzymał statek i spytał służby, czy jest jaki jeszcze pasażer do Svartsjö. Ale nie było nikogo, przeto ruszono dalej.

Musieli tedy sami wracać do domu, a gdy przyszli, Jan rzucił się jak stał na łóżko. Czuł straszne znużenie i był tak wyczerpany, że nie mógł zebrać tyle sił, by siąść.

Askadalarnczycy spostrzegli zaraz, że Jan z Katarzyną sami wrócili do domu i zadawali sobie wzajem pytania: co się teraz z nimi stanie. Potem jeden sąsiad po drugim jawili się u Jana, by się dowiedzieć, co słychać.

Ciągle wentylowano kwestię, czy naprawdę Klara Gulla nie przybyła statkiem, a dalej dziwowano się, że przez cały wrzesień nie pisała do rodziców i nie dała o sobie wieści.

Jan nie odpowiadał na żadne pytanie. Leżał milcząc na łóżku i nie zwracał uwagi na wchodzących i wychodzących.

Katarzyna sama udzielała, jak mogła, wyjaśnień, a sąsiedzi myśleli oczywiście, że Jan leży i milczy powalony zmartwieniem z powodu rozpaczliwej konieczności wynoszenia się z domu. Nie robił sobie nic z ich przypuszczeń i leżał dalej jak martwy.