— To nic! Czy pamiętasz, jakeście mnie bili nieraz w domu? A i teraz bije mnie kto chce! Ale jeśli idzie o religię, to nie ma takiej jak ja, która by umiała dać odpowiedź na każde pytanie! Z Ingeborgą nikt się mierzyć nie może! Tak powiada zawsze proboszcz. Ona wie, co gada! O, jestem za pan brat z panienkami z Löwdali. Mówię im często cały katechizm, z wszystkimi pytaniami i odpowiedziami od początku do końca. Ha... ha — mam, jak widzisz, doskonałą pamięć. Umiem też na pamięć całą Biblię, śpiewnik i wszystkie kazania proboszcza. Czy chcesz, bym ci coś powiedziała, albo może wolisz któryś z hymnów?

Jan nie odpowiedział i zaczął na nowo młócić.

Ale to jej nie odstraszyło wcale. Usiadła na snopku słomy, prześpiewała z dziesięć wierszy hymnu, a potem wyklepała kilka rozdziałów Biblii. Na koniec wstała, odeszła i nie było jej przez długą chwilę. Nagle zjawiła się znowu u drzwi stodoły.

— Cicho... sza! — zawołała. — Teraz powiem tylko to co konieczne! Cicho...!

Podniosła wskazujący palec, przestała się ruszać i wpatrzyła się przed siebie szeroko rozwartymi oczyma.

— Precz z innymi myślami! Precz! — zawołała. — Nie zbaczajmy od rzeczy! Przestańże raz młócić!

Uparła się i musiał usłuchać.

— Przyszedłeś dziś w nocy do mnie, a ja spytałam: — Czy to ty Janie z Askadalamy? — Nie — odpowiedziałeś. — Zwę się teraz: Jan z kraju Tęsknoty! — Tedy witam cię — powiedziałam — jako ziomka, bo tam właśnie pędzę całe swe życie!

Rzekłszy to, wyszła szalona Ingeborga ze stodoły, a Jan zadumał się nad jej słowami. Nie wszczął na nowo pracy, ale stał i rozmyślał, co mogą znaczyć.

Za moment ujrzał znowu Ingeborgę przed sobą.