— No... no... — mówił dalej starzec — nie dziwię się, że rad byś się spotkać z tak wielką damą, jaką teraz została Klara Gulla...!

W tej chwili przyskoczył doń August Där Nol, chwycił go za ramię i dał znak, by milczał.

Ale Agrypa nie chciał ustąpić.

— Wie o tym cała parafia! — powiedział. — Czas więc najwyższy, by rodzice dowiedzieli się także, jak sprawy stoją. Jan Anderson źle wychował córkę, ale sam jest człowiekiem uczciwym. Nie mogę znieść, widząc, jak z tygodnia na tydzień wysiaduje tu i czeka na taką...

Tu nazwał Klarę ze Skrołyki mianem tak ohydnym, że ojciec jej, Jan, nie byłby go za nic w świecie powtórzył nawet w myśli.

Kiedy jednak Agrypa wymówił to słowo głośno, rzucając mu je w twarz w ten sposób, że wszyscy zebrani w przystani musieli niezawodnie usłyszeć, wszystko to, co od roku było utajone w Janie, utorowało sobie drogę na świat i przejawiło się samo. Nie mógł dłużej kryć tajemnicy. Córka przebaczy mu to, myślał, gdyż idzie o nią samą.

To, co miał rzec, wypowiedział bez żadnego gniewu, ani dla zemsty. Zadrgały mu usta i uczynił gest ręką świadczący, że odpowiedź wprost byłaby poniżej jego godności. Rzekł tylko:

— Nie wiem, Agrypo Prästbergu, czy będziesz śmiał powtórzyć to słowo, które wyrzekłeś dzisiaj, wówczas, kiedy przybędzie... cesarzowa...

— Cesarzowa? Jakaż to cesarzowa?... — drwił Agrypa, jakby dotąd nie słyszał nic a nic o dostojeństwie małej dziewczynki ze Skrołyki.

Jan nie dał sobie przerwać i mówił z tym samym co poprzód55 spokojem: