Nie było nigdy wzbronione siadać tam innym, zwyczajnym śmiertelnikom, bo kościół bez żadnych różnic dostępny był zawsze i jest wszystkim wiernym, ale nie przyszłoby naturalnie do głowy biednemu wyrobnikowi zajmować miejsca pośród możnych tego świata.
Dawnymi czasy Jan cieszył się bardzo, widząc siedzących tam pięknie ubranych, dostojnych, wykształconych, bogatych ludzi. Tejże nawet samej niedzieli uznawał z całą gotowością, że właściciel huty duwneńskiej, porucznik z Löwdali i inżynier z Borgu są to ludzie wspaniali, na których warto popatrzyć. Ale czymże byli oni wobec wspaniałości, jaką miano teraz zobaczyć. Czyż mógł się ktoś spodziewać, że na ławce w kościele tym zasiądzie prawdziwy cesarz?
I oto naprawdę zasiadł dziś potężny mocarz w pierwszej ławce małego, wiejskiego kościółka. Siedział na samym przedzie, na pierwszym miejscu, opierając ręce na wysokiej lasce o srebrnej gałce, z wysoką czapką z zielonej skóry na głowie, a na piersiach jego połyskiwały złotem i srebrem dwie wielkie, orderowe gwiazdy.
Gdy zabrzmiały organy, poruszył się na swym miejscu cesarz i zaczął śpiewać. Cesarz winien śpiewać w kościele głośno i wyraźnie, nawet wówczas, gdy nie umie znaleźć odpowiedniego tonu i nie trzyma się melodii. I tak radują się ludzie, słysząc jego głos.
Panowie siedzący obok cesarza zwracali się raz po raz i spoglądali na niego. Nie było w tym nic dziwnego, albowiem dopiero pierwszą mieli sposobność znajdować się przy tak wielkim dostojniku.
Musiał, co prawda, zdjąć czapkę z głowy, ale zrobił to jak się tylko dało najpóźniej. Cesarz wiedział, że tak uczynić należy, chciał jednak, by wszyscy nasycili się widokiem jego czapki.
Ludzie znajdujący się na dole, w nawie, również tej niedzieli ciągle podnosili głowy ku chórowi. Zdawało się, że więcej myślą dzisiaj o cesarzu niż o kazaniu.
Trzeba im to było przebaczyć. Niewątpliwie uspokoją się, gdy nawykną do obecności cesarza w kościele.
Przypuszczać należy, że zdumieli się, widząc owo nagłe wywyższenie znanego sobie dobrze, biednego Jana. Powinni jednak zrozumieć, że przecież ojciec cesarzowej, sam musiał zostać cesarzem, inaczej sprawy załatwić nie było sposobu.
Gdy Jan po nabożeństwie wyszedł na plac kościelny, przystąpiło doń zaraz kilku znajomych, ale nie mógł się z nimi rozmówić, bo kościelny Svartling nadbiegł szybko i poprosił go imieniem56 proboszcza do zakrystii.