Czas i tu także zaprowadził niektóre zmiany, szczególnie co do stroju głowy. Widziałem dawniejszy na jednym rysunku; podług niego i opowiadania, które go dopełniało, był to wysoki kołpak237 okrągły, ozdobiony mnóstwem kamyków, paciorków i blaszek w rozmaite wzory, z piórem jakiegoś ptaka lub gałązką na boku. Nie chce mi się jednak wierzyć, aby ten strój był kiedyś powszechny. Strojąca się młodzież góralska przeplata i dziś jeszcze długie swoje włosy amarantowymi wstążkami, jak nasze dziewczęta ukraińskie albo parobcy, tylko że ci ograniczają się do jednego kosmyka włosów pobocznych, który zowią sełedcem238.

Ubiór Górali może razić oczy nieprzywykłe do niego, może nie być w dobrym, nowoczesnym smaku, ma nawet ważne niedogodności dla ludzi niezahartowanych na wszystkie nieprzyjemności powietrza, ale trzeba mu przyznać, że nie przekształca ani nie zakrywa formy ciała —tak przylega do niego, tak uwydatnia wszystkie jego kształty. Ludzie, co go pierwsi wymyślili i odważyli się nosić, musieli być doskonałej budowy.

Rzecz najważniejsza, że spod tego stroju Podhalan przebija ich charakter, ich strona moralna. Jest to dla mnie prawda niezaprzeczona, że jak nie ma przypadku w niczym, tak i w ubiorze; że ten ubiór, przyjęty zwłaszcza przez pewną liczbę ludzi, na czas pewnej trwałości, nie jest rzeczą przypadkową, ale koniecznością i jednym ze znamion widocznych, wyjaśniających stronę człowieka mniej widomą. Nowe potwierdzenie tej prawdy mam w Góralach. Kiedym sobie zadał pracę głębszego zastanowienia się, zdumiałem się nad tym stosunkiem, który zachodzi między ich ubiorem a charakterem. Byłoby za długie, niewłaściwe w tym miejscu wykładać wszystkie moje porównania, wszystkie konkluzje. Strój opisałem wyżej, a teraz opowiem, na ile zdołałem wniknąć w tajemnicę ich charakteru.

Góral dzisiejszy jest to już mieszanina chłopa jawnie słowiańskiego i chłopa zaczynającego cywilizować się oświatą, jaka do sfery ludu najłatwiej przeniknąć może. Zachował on z dawna wiele przymiotów i wiele wad rodzimych. Zarywa239 z wyższego wykształcenia, z nowego dla siebie porządku rzeczy, nieco dobrego, wiele rzeczy szkodliwych swojej dobrej stronie, niezgodnych z jego duchem ojczystym. Ma wyższość nad wielu innymi Słowianami przez poczucie swojej siły, w swojej wartości, i w potrzebie zdolny jest objawić je z wielką energią. Pod tym względem można go uważać za pobratymca bliższego Serbom i innym plemionom południowych Słowian, jak Słowianom z tej strony Karpat. Rząd jest bardzo ostrożny w stosunkach z Góralami — widocznie pobłaża im, niekiedy aż do granicy słabości. W rzeczy samej, biorąc pod uwagę ich charakter, ich fizyczność, położenie ich okolicy, lepiej mieć ich jako sprzymierzeńców niż wrogów, choćby z poświęceniem niektórych korzyści panowania, co najczęściej jest pozorne i chwilowe. Górale rozumieją to przez instynkt niepodległości, stąd panujący im nigdy zupełnie rachować na ich miłość nie mogą. Smutny był los urzędników, którzy przez wypadki roku 1809240 na Węgrzech schronić się musieli. Droga wielu szła przez Tatry, Górale byli przewodnikami i przewoźnikami, ale mała liczba uciekinierów ujrzała Węgry — nie wiadomo, co się z innymi stało.

Góral zagrożony, raniony, napastowany ze strony tego uczucia staje się strasznym wrogiem. Niezdolny do otwartej walki, uzbraja się zemstą, uzbraja się we wszelki oręż, jaki tylko może dostarczyć zemsta najbardziej zacięta i najskrytsza. Smutne tego przykłady nie są rzadkie, a mianowicie na polu stosunków z dziedzicami. Niedawno jeden Góral, upatrzywszy porę i miejsce, schwytał pana swojej wsi, przez którego czuł się skrzywdzony, i z zimną krwią połamał mu ręce i nogi. Co więcej, nie zataił tej zbrodni. Popełniwszy ją, poszedł do sądu i sam odkrył ją staroście — nie z żalu, broń Boże, ale przez uszanowanie dla prawa — ciągle utrzymując, że według prawa popełnił zbrodnię, ale zrobił, co był powinien.

Pod tym względem położenie tutejszych posiadaczy — szlachty — jest bardzo niewdzięczne, a nawet niebezpieczne. Jest to trwały stan skrytej wojny, tym obrzydliwszej i bardziej zaciętej, że się toczy między braćmi. Stąd wielu nie śmie wyjechać za dom, tylko zbrojnie i w towarzystwie ludzi uzbrojonych. To położenie podtrzymuje konieczność hajduków241, czyli służby zbrojnej, do czego sam rząd upoważnia.

Nie zwalajmy jednak całej winy na Górala. Zazwyczaj druga strona wywołuje tę walkę — przez wymagania bezprawne, przez jakąś krzywdę. Góral staje w obronie swojego prawa, szlachcic naciera silniej, Góral zapieka się i poczyna działać zaczepnie, wtedy popełnia jakąś niesprawiedliwość... I tak z odwetu w odwet, walka się rozżarza, krzywdy obopólne tłoczą się na krzywdach, aż przychodzi do tego, że pojednanie staje się prawie niemożliwe.

Ażeby pozostać sumiennym i przysądzić ze złego, co komu należy, trzeba być na miejscu i z bliska patrzeć. Bez tego trudno mieć wyobrażenie, jakim brzemieniem ciąży na tutejszym ludzie niekiedy szlachta. Jest to chciwość, niemoralność, rozpusta, bezbożność, pycha w całym swoim cynizmie. W tych czasach właśnie jeden z podobnych dziedziców w tej okolicy, i to majętniejszych, tak już przebrał miarkę, że został w kajdany zakuty i pod sąd oddany. Dosyć posłuchać o jego sprawkach z mieszkańcami swojego majątku, aby zadrżeć ze zgrozy wszystkimi wnętrznościami — cóż dopiero musi dziać się z Góralem, który jest pastwą podobnego złoczyńcy, z Góralem, którego pewne prawa sam rząd najwyższy uznaje i szanuje.

Oskarżają Górali o chciwość i w niej widzą jedno z główniejszych źródeł zawziętego i długotrwałego procesowania się ich z panami. Prawda, że Góral ma za wiele tej wady, jak na Słowianina. Z drugiej strony trudno być wolnym zupełnie od niej temu, co jak Góral nic prawie nie ma, kiedy nadto ten, co ma daleko więcej od niego, chce go poświęcić swojej własnej chciwości. I tu jeszcze zły przykład idzie z góry.

Jakakolwiek jest chciwość Górala, może się do pewnego punktu usprawiedliwić, a nigdy nie jest tak wielka, jak na przykład Szwajcarów. Miłość swojej ziemi mocniejsza w nim od ponęty wszelkiej zysku. Jest to jeden z pięknych rysów charakteru naszego Górala. Ziemia jego jest mu niewdzięczna, a raczej biedna jak on, zaledwie ma z niej ziemniaki, owies i nabiał. Mimo to kocha ją miłością rzadką, nieznaną prawie mieszkańcom ziem hojniejszych. Kilka tygodni oddalenia od gór już wpływa na zdrowie Górala. Górale brani do wojska austriackiego, stojąc z wojskiem we Włoszech, tak marli z tęsknoty, że musiano przeprowadzać ich pułki do krajów bliższych górom rodzimym. Góral zmuszony potrzebą puszcza się na zarobek z kosą i sierpem aż za Wisłę, ale jak najprędzej wraca do domu. Za nic w świecie nie zaprzeda się jak Szwajcar, nie uwięzi się w obcym kraju dla Bóg wie jakiego zysku. Wyobrażenie więc o chciwości Górali jest przesadzone. Ma ona swój karb242 w przywiązaniu do rodzinnej ziemi, jest bez korzenia w sercu Górala, jest raczej niedobrym nabytkiem z obczyzny, której Góral dotyka bądź u siebie, bądź w swoich przemysłowych i handlowych wędrówkach poza krajem rodzinnym.