Narzecze Podhalan. Słowniczek

Nieznacznie, mimowiednie wędrówka moja wzięła obrót niezgodny z w pierwszą myślą moją, a jednak logiczny. Główny początkowo mój przedmiot — Tatry — został podrzędnym, a miejsce jego zastąpił lud jego. Stało się to wskutek przeszkód niezależących ode mnie — i nie żalę się na to, przeciwnie, znajduję, że przypadek był mędrszy niż moje postanowienie. To mi jednak daje do myślenia. Zdawałoby się, że Tatry były tylko rzuconą mi przynętą, aby mnie zwabić pomiędzy ten lud, abym, tak zwabiony, miał sposobność zawiązać z nim stosunek miłości, jak nieraz piękne ciała przyciągają wzajem ku sobie dwie osoby, aby między nimi zawiązał się stosunek ściślejszy, bardziej wewnętrzny; ciała wówczas są tylko narzędziami roboty tajemniczej. Podobnie i mnie postawiono wobec tego ludu, a zewnętrzność Tatrów posłużyła za narzędzie. Mnie się zdawało, że to powierzchowny urok ziemi, urok zmysłowy porywał mnie w te strony. Bynajmniej. Dziś poznaję, że to była władza przyciągająca człowieka, który je posiada, ducha ludzkiego, który je ożywia. Dziś myśl moja o Tatrach spokojniejsza, bez niecierpliwości czekam na chwilę bliższego poznania się, a cały pęd mój zwraca się ku ludowi. Między innymi zadałem sobie pracę nad jego mową i zebrałem w tym przedmiocie kilka myśli, wpadłem na kilka uwag. Nie powinien on być nikomu obojętny. Naród odbija istotę swoją w swoim języku bardziej, niżby się zdawało. Wyobrażenie, choćby ogólne, o języku Górali może bardzo ułatwić głębsze ich poznanie. Moja praca jest prawie żadna. Niepodobna mi dokonać jej tak, jak czuję, jak bym pragnął. Jest to nic więcej jak próbka, jak zachęta dla innych, jak ziarneczko do przyszłej uprawy na tym polu, a daj Boże, przyszłego plonu!

Pisarze nasi szczególnie powinni by, w swoim własnym interesie, zająć się mocniej nauką tej rzeczy. Słownik góralski przedmiotów świata góralskiego jest, według mnie, w naszym języku książkowym dosyć ubogi, nie zdąża w tym za innymi językami, posługiwać się musi nieraz nazwami obcymi albo określeniami opisowymi. Kto wie, czy byśmy go nie wzbogacili, gdybyśmy się lepiej zapoznali z mową Tatrzańców? Łatwo jest przypuścić, że lud zamieszkujący od wieków góry musi mieć swoją nazwę dla wszelkiego ich szczegółu. Ja sam trafiłem już na wyrazy zupełnie mi nieznane, a nieraz byłem w ich potrzebie i musiałem łatać mój niedostatek, jak mogłem. Umieszczam je w załączonym tu słowniczku.

Dwa plemiona góralskie gnieżdżą się na całej długości pasma najwyższych Karpat, przynajmniej na ich stoku północnym: Górale zwani ruskimi i drudzy zwani polskimi. Pierwsi mówią po rusku, drudzy mają narzecze właściwe sobie. Siedziba Górali ruskich rozciąga się od Bukowiny aż do sanockiego obwodu256, a nawet jasielskiego, gdzie w pewnej przestrzeni jest widoczna mieszanina dwóch języków. Ale od tego kresu reszta Karpat, aż do Moravy, zasiedlona jest już Góralami drugiego plemienia. Mowa, czyli narzecze jego, nie jest to język czysto polski, nie jest nawet zupełnie krakowski — mimo to spotykam w niej często wyrazy znane mi tylko z dzieł niektórych dawniejszych pisarzy, takich na przykład jak Rej257, Kochanowski258 itp. Dlatego skłaniam się bardzo ku myśli, że Górale jedni zachowali może w największej czystości polską mowę z owych wieków, gdzie wszystkie języki słowiańskie, pilnując się więcej wspólnego swego źródła, mniej się między sobą różniły. Narzecze albowiem Podhalan, ściśle roztrząśnięte, wydaje się być tylko zlepkiem wielu języków, a głównie polskiego, morawskiego, słowackiego i ruskiego. Prawda, że go dotykają wszystkie te ludy i sąsiedztwo mogło wpłynąć na mowę Górali, co po części uważam także za prawdę niezawodną, ale nie idzie za tym, żeby jaka mowa nie miała swego własnego korzenia, swojej posady odwiecznej, swojego tła rodzimego. I ma je niezawodnie. Taki lud jak góralski z natury swojego położenia niełatwo przyjmuje obce, jeszcze trudniej puszcza swoje. Ale dłuższe rozprawianie o tym nie jest moją rzeczą. Chcę tylko dać ogólne wyobrażenie obecnego narzecza Podhalan.

Słowniczek niżej umieszczony jest to próbka — powtarzam, bardzo mało znaczna — pokaże jednak niektóre odcienie tej mowy, niektóre jej żywioły. Dla mnie samego była ona nieraz asumptem do głębszego zastanowienia się nad kolejami tego ludu w jego bycie wiekowym. Nie zostało mi wprawdzie nic więcej stąd, jak domysły i przypuszczenia, ale je zachowałem w pamięci na przyszłość.

Słowniczek języka Podhalan

Hale — Tatry, także pastwisko (hala). Najwłaściwiej jednak wyraz ten oznacza góry. U dawnych Sarmatów259 góra zwała się także „ala”. Naród Alanów260 wychodził spod Gór Kaukaskich261. Jest więc jakieś powinowactwo między wyrazem „Alanin” a wyrazem „Podhalanin”.

Podhalanin — Góral spod Tatrów.

Podhale — kraj leżący u podnóża Tatrów.

Polana — pole czyste śród gór i lasów, gdzie się trzody latem wypasają.