Takie było oblicze owego poranku; nieznacznie, mimowiestnie, wpływ jego i mnie ogarnął, tym łatwiej, że mnie usposabiało do rozrzewnienia się samo miejsce, gdzie się znajdowałem. Posępne dumanie przegrywkiem34 odzywało się zrazu po stronach duszy, z wolna ułożyło się w piosenkę mniej więcej wyraźną, aż nastroiwszy do swego tonu uczucia i myśli, wylało się na papier w następującym wierszu:

Wędrowcze ruin, ruin kochanku,

Jaki cię smutek naciska?

Anioł przeszłości, anioł poranku

Spotkały się u zwaliska.

Widzę w objęciu nadziemską35 parę,

Widzę ich dwa widma chmurne,

Jak razem płaczą, jak łez ofiarę

Kładną razem w gruzów urnę.

Stary czas odżył smutną pociechą