A nigdzie schrony101 przed czernią102 zaciekłą.
Skoro wieczorem powstały tumany103
Od nasępionej strony Zaporoża104
I mglistą bielą osłoniona zorza
Z rózgą komety, jak lampa złej doli,
Gasnąć w obłokach zaczęła powoli;
Zdwoił się w mieście przestrach niesłychany:
Głuszej się zdały bełtać Dniepru szumy,
Jęczeć okropniej wichry Ukrainy
I groźniej ciemnieć sklepienia dębiny.