Kto powiedział, że w Nääs ciągle pada? Said ben Ali przebywał tu od ośmiu dni, a nie spadła ani jedna kropla deszczu; słońce świeciło nad jeziorem i połyskiwało w niezliczonych oknach zamku na wzgórzu. Said ben Ali pomyślał o parku, który ponoć leży na tyłach. Powinien go obejrzeć. I gdy panna Brenner na moment przerwała piłowanie, zapytał, czy któregoś popołudnia nie zechciałaby pokazać mu parku. Obiecała, że to zrobi, dodając, że jest tam nieskończenie pięknie.

IV

Pewnego popołudnia, kilka dni później, Said ben Ali stał przy placu zabaw i czekał, aż panna Brenner skończy grać, tego popołudnia mieli bowiem pójść do parku. Grali w tamburino42; Said ben Ali z wielką powagą przyglądał się, jak piłki leciały w powietrzu, po czym odbijały się od napiętej skóry tamburynu43. Uważał, że żadna z dziewcząt nie rzuca ani nie odbiera piłki tak jak panna Brenner. Nikt nie był tak szybki i zwinny jak ona i nikt nie śledził lotu piłki z tak płomiennym pragnieniem, by ta osiągnęła swój cel. Saidowi ben Alemu zdawało się, że te błyszczące oczy wręcz pomagają i zmuszają przeciwnika, by odebrał ją tak, jak chce ta dziewczyna. A gdy ona miała odebrać piłkę tamburynem, mrużyła oczy, by lepiej widzieć ją pod słońce. Ci, którzy zauważyli, z jakim zainteresowaniem Said ben Ali śledzi grę, nie potrafili zrozumieć, dlaczego w niej nie uczestniczy; w ogóle nie uczestniczył w grach i zabawach w Nääs, a, gdy mu to proponowano, wyglądał na tak nieszczęśliwego, że zaprzestano go namawiać. Stina Brenner zgadywała, że obawiał się okazać gorszym od Anglików w ćwiczeniach fizycznych i zawodach.

Zadziwiające, jak dobrze rozumiała Egipcjanina i jak bardzo się zaprzyjaźnili. Ale nawet jej Said ben Ali niewiele o sobie opowiadał. Większość tego, co Stina o nim wiedziała, odgadła samodzielnie. Nigdy jej nie wyznał, że jest zaręczony i że ożeni się zaraz po powrocie do domu, że z płomienną nadzieją myślał o niepodległym Egipcie, że marzy o tym, by stać się wybawicielem swego narodu — a jednak ona to wszystko wiedziała. Te poufne sprawy — których jej nie zdradzał, ale które ona pojmowała, interpretując jakieś zduszone westchnienie, mimowolny gest, błysk w oku — dawały mu poczucie bezpieczeństwa, którego nie poczułby, gdyby o tym wszystkim musiał rozmawiać z nią otwarcie. Nie dawała po sobie poznać, co i jak dużo wie, ale on i tak odczuwał komfort i szczęście, że nie musi mówić, bo ten ktoś, kobieta — zadziwiające, że to kobieta — wiedziała, co by powiedział, gdyby chciał mówić. Said ben Ali nie potrafił myśleć o pannie Brenner bez zdumienia. Tak było także teraz, gdy czekał na boisku, w bezruchu i z powagą przyglądał się furkoczącemu życiu i postępom różnych gier. Grali, jakby nie chcieli kończyć.

Wreszcie Stina podbiegła do niego rumiana i zdyszana.

— Chodźmy.

Przeszli długim mostem, ale nie skręcili na pnącą się ku górze aleję, jak spodziewał się Said ben Ali, tylko ruszyli wzdłuż brzegu jeziora. Nie szli obok siebie — nie dlatego, że ścieżka między wysokim trawiastym wałem a wodą była zbyt wąska, ale ponieważ Said ben Ali wolał trzymać się z tyłu i iść sam, patrząc, jak ona prowadzi go przodem. Dotarli do parku i przystanęli na szerokiej drodze pod wiekowymi drzewami. Czekała na niego; nie odezwała się, chciała, żeby to on powiedział: „Jak tu pięknie!”.

Stali pod gęstym listowiem, przez które popołudniowe słońce rzucało długie ukośne promienie, a tam, gdzie padły na jasny piasek, rysowały wraz z cieniami listków wykwintne, lekko rozedrgane arabeski. Jezioro chlupotało między sękatymi korzeniami olbrzymich dębów. W parku w Nääs jest bowiem tak wiele olbrzymich drzew, że wszystkie nie mieszczą się na lądzie; niektóre zostały wyparte tak blisko brzegu, że wygląda to, jakby lada chwila miały stracić równowagę i runąć do wody. To jednak tylko złudzenie; drzewa stały tam od wieków i nawet gdyby jezioro Sävelången zdołało oderwać kawałek czarnej gleby, na której rosły dęby — do czego, ściśle rzecz biorąc, miałoby pełne prawo — i gdyby pozostawiło korzenie wyłącznie po stronie wody, to i tak ziemia Nääs z wielką siłą trzyma swoje ukochane stare drzewa; tylko najniższe gałęzie ciągną się po wodzie, tworząc kolejne liściaste sklepienie wzdłuż brzegu.

— Pięknie, bardzo pięknie — powiedział Said ben Ali.

Stina Brenner pokiwała głową.