— Myślę, jak zresztą często, czego chce Bóg. Skąd mamy wiedzieć, że Bóg chce tego, co nam się wydaje? — rzekł powoli.

— Żąda pan znaku albo cudu? — spytała, gdy się zawahał.

Skinął głową i mówił dalej.

— Bóg dał znak Muhammadowi46, Mojżeszowi47 i Jezusowi.

— To znaczy: czyż my też nie potrzebujemy znaków i cudów, by na pewno wiedzieć, że jesteśmy wybrańcami Boga?

Wzdrygnął się, z nietypowym dla siebie pośpiechem chciał zbić ją z tropu.

— Nie myślałem o sobie.

— Nie, myślał pan o Egipcie. Czego chce Bóg. Gdy to pan wypowiedział, od razu pomyślałam o okrzykach krzyżowców: „Bóg tak chce!48 Bóg tak chce!”. Czy nie myślał pan nigdy, że różni ludzie i narody sądzą, iż Bóg chce czegoś przeciwnego niż to, w co wierzą inne narody i ludzie, uznając to za jego wolę. Pan oczywiście wierzy, że głos Boga mówi do pana, że wolą jego jest, by Anglicy opuścili Egipt. Anglikom mówi pewnie, że jego wolą jest, by w Egipcie zostali. A kto wie, czego chce Bóg albo jakie ma zamiary, nie tylko wobec narodów, ale te dotyczące losów pojedynczych ludzi. Co wiemy na temat woli boskiej wobec nas samych?

Rozmarzona rozejrzała się po spokojnej okolicy, rozświetlonej przez zachodzące słońce.

— Nie, panie ben Ali, nie dostaniemy odpowiedzi, tylko wciąż nowe, surowe pytania. Nie będzie żadnych znaków ani cudów, które sprawią, że będziemy wiedzieć. Co pan powiedział?