Wielka szkoda, w zamian muszą jak najlepiej użyć egipskiej flagi. Dwie Szwedki, siedzące obok sternika, troskliwie poprawiły czerwone płótno z półksiężycem i gwiazdą, tak by fałdy na ciągnęły się po wodzie. Łódź właśnie dopływała do Flody, a pociąg, którym Said ben Ali miał nadjechać, już wydawał sygnał.

*

Pan Brown, Anglik siedzący wcześniej przy sterze, pobiegł na peron, by przyjąć Egipcjanina, którego czerwony fez dostrzegł przez okno wagonu.

Gdy pociąg się zatrzymał, pan Brown podszedł się przywitać.

— Przybyłem po pana z Nääs, moje nazwisko Brown — powiedział.

Said ben Ali podziękował i uścisnął mu dłoń, Anglik poszedł odnaleźć walizy Egipcjanina, podczas gdy on został na peronie. Dziewczęta w łodzi z żywym zainteresowaniem przyglądały się nowemu koledze przybyłemu z daleka, który stał teraz zamyślony, nie zauważając ani łodzi, ani dziewcząt. Podobał im się piękny wschodni wygląd i aksamitne oczy Saida ben Alego. Gdyby tylko miał na sobie egipski, a nie zwykły, europejski strój, a na głowie turban zamiast fezu...

Wrócił pan Brown i pierwszy wszedł po trapie17. Lecz gdy Egipcjanin ujrzał łódź pełną młodych dziewcząt o błękitnych oczach i z jasnymi warkoczami, wzdrygnął się i stanął jak wryty.

— To chyba nie nasza łódź — szepnął zaskoczony.

— Owszem. Te szwedzkie damy same zaproponowały, by po pana przypłynąć. Pozwólcie, że przedstawię: pan Said ben Ali z Egiptu, a to...

Mnóstwo obcych, niezrozumiałych imion zaszumiało w powietrzu wokół uszu Saida ben Alego, a na koniec dwa angielskie, które zaraz rozpoznał i uścisnął dłoń ich właścicielom. Dziewczętom ukłonił się z powagą, stając się nie napotkać ich gorliwie ciekawskich spojrzeń.