Tak się ma sprawa z chrześcijaństwem. Patrz, to nie jest dla nas, ludzi; od takich rzeczy najchętniej byśmy się uwolnili. Tak, gdyby jakaś ludzka moc wpadła na coś takiego, natychmiast by się ludzie zbuntowali w uporze przeciw niej.

Ale na nieszczęście Bóg jest mocą, przeciw której nie można się zbuntować w uporze.

Wtedy chwycił się „człowiek” obłudy. Nie miano nawet na tyle odwagi i rzetelności, i prawdy, aby wprost powiedzieć do Boga: „W to się nie mogę wdawać”; chwycono się obłudy i sądzono, że się jest przez to zupełnie ubezpieczonym.

Chwycono się obłudy; sfałszowano pojęcie chrześcijanina.

Być chrześcijaninem, mówiono, jest czczym szczęściem i błogością. „Czymże byłbym, ach, czymże byłbym, gdybym nie był chrześcijaninem! Co za nieocenione szczęście być chrześcijaninem! Tak, być chrześcijaninem, to dopiero użycza życiu prawdziwego znaczenia, to daje radości smak i upojenie w cierpieniu”.

W ten sposób staliśmy się wszyscy chrześcijanami. I odtąd rzecz szła gładko; artyści, których za to opłacano, kapali od namaszczonych słów i górnolotnych frazesów, słali spojrzenia pełne zachwytu ku niebu i dawali łzom płynąć strumieniami; nie mogli dość przesadnie dziękować Bogu za wielkie szczęście, że jesteśmy chrześcijanami itd. A tajemnicą jest: sfałszowaliśmy pojęcie chrześcijanina i spodziewamy się teraz, przez łotrowskie, obłudne pochlebstwo, przez ckliwe, wiecznie powtarzane podziękowanie za to — że jesteśmy przeciwieństwem tego, co on rozumie przez chrześcijanina, przez to spodziewamy się utoczyć mu woskowy nos, jak przez to nas samych oszukujemy; przez gorące podziękowanie za to, że jesteśmy chrześcijanami, spodziewamy się ujść przed tym, że się nimi stać powinniśmy.

Patrz, dlatego kościół jest najdwuznaczniejszym miejscem, jakie istnieje. Pewno, że istnieją inne miejsca, które się zwyczajnie tak nazywa; ale one właściwie nie są dwuznaczne, gdyż są całkiem jednoznacznie tym, czym są, a właściwa dwuznaczność przez to właśnie zostaje usunięta, że się je tak nazywa. Kościół, przeciwnie, jest dwuznacznym miejscem; kościoły ochraniane przez państwo w „społeczeństwie chrześcijańskim” są najdwuznaczniejszym, co kiedykolwiek istniało.

Gdyż mieć Boga za głupca nie jest dwuznaczne; dwuznaczne, przeciwnie, jest robić z tego nabożeństwo. Chcieć znieść chrześcijaństwo nie jest dwuznaczne; dwuznaczne jest jednak zniesienie nazywać rozszerzeniem.

Pieniądze dawać na walkę przeciw chrześcijaństwu nie jest dwuznaczne; dwuznaczne jest jednak brać za to pieniądze, że się działa przeciw chrześcijaństwu — pod pozorem, że się działa dla niego.

Przypisy: