Starać się, aby ani jeden dzień nie przechodził bez wzniesienia się myślą do zasadniczych celów i zadań. Nazbyt już wielką władzę ma nade mną zasada „wyrównania”, nazbyt łatwo niweluje mnie powszedniość, tj. miejsce przecięcia wszelkich punktów widzenia — punkt ich neutralizacji absolutnej.
Pierwsze wrażenie pierwszych kilkunastu stronic Bradleya12 raczej odstręczające. Koncept o kochance ma w swym stylu coś, co nie wróży dobrze. Ale to naturalnie należy już do dziedziny niemal histerycznej; myślę jednak, że jest i coś innego w tym wrażeniu. Czy nie znajdę już człowieka lub czy nie znajdę siły — by być direkt13 w metafizyce — zawsze z ukosa. Pierwszy rozdział Bradleya niewątpliwie, że jest zupełnie udany, jeżeli chodzi o to, by wznowić poczucie obecności problematu przez nowe, a więc z natury rzeczy dziś wyrafinowane przedstawienie sprawy, przez pominięcie argumentów commonplace14. To styl; filozoficzny, ale na pewno styl, nie tylko w znaczeniu dowolności — lecz także w znaczeniu musu = swobody = natury. Zagadnienia stają się obecnymi, widzenie staje się obecnym tylko przy pewnych warunkach, odpowiadających rodzajowi i poziomowi kultury. Warunki te muszą polegać właśnie na tym, aby im bardziej ogólna była prawda, im bardziej terre à terre15 — tym prawdopodobniejsza droga prowadziła do niej. Umysł ceni w gruncie rzeczy tę drogę, a w żadnym razie obejść by się bez niej nie umiał.
Krytyka dlatego jest tak beznadziejnie droga i tak beznadziejnie bezcelowa, że musi coraz nowe przyjmować pod uwagę płaszczyzny i punkty widzenia dla swych klasyfikacji. Np. w jaki sposób dochodzimy do bezpośredniego życia własnego, w jaki sposób powstaje osobiste zainteresowanie, widzenie czy problem.
Nie zrażać się, nie zrażać się, że nie ma żadnej perspektywy, sensu i pożytku przede mną, że działanie wydaje się tylko dziwactwem osobistym i manią. Nie zrażać się, ale starać się wyjść z tego stanu. — Módl się. Módl się przez wzniesienie umysłu codziennie, choćby na chwilę, do dziedziny, gdzie stają się widocznymi twoje zagadnienia. Staraj się, by były one bliższe ci, byś nie potrzebował czerpać z ich obecności upokarzającej otuchy, że oto są one w tobie. Aby to w tobie nie było jako moment oddzielny — order czy dyplom parweniusza16. Miej ciągłą obecność własnych zainteresowań.
Mój Boże: dlaczego tak pracowano nad tym, aby zniszczyć mój umysł. Nie powstrzymuj goryczy, ani też nie oddawaj się jej. Staraj się zrozumieć działanie własnej natury myślowej — odbudować jej swobodę — nie umiesz prawie wcale pisać swobodnie. Szukaj. Szukaj nie z tą myślą, że natura jest to coś łatwego, coś, co przychodzi bez trudu. Nie, natura — to stan myśli, zespół celów, miar i ideałów, przy zbieżności (?) których wszystkie zdolności nasze są zatrudnione i rozwijają się, ale sam ten zespół jest dziełem konstrukcji i woli.
Nie ulega wątpliwości, że estetyka Przybyszewskiego17 sprzyjała niechlujstwu umysłowemu. Przy niej powstał stan rzeczy tego rodzaju, że można było nie wiedzieć, co się chce napisać, i nie tracić nadziei, że naga dusza выведетъ18, jak powiadają moskale19.