Myślowo tu jest związek.
Ale Cecchi452 ułatwia sobie sprawę. Frazeologia w krytce niemal nieunikniona, a przecież trzeba dojść do całkowitej swobody od niej.
Ale, mój Boże, jak dotrwać? Nie może przecież Połoniecki453 z nadludzką cierpliwością opłacać koszty mojego dojrzewania umysłowego.
Kogo zaś obchodzi u nas ta praca? Nie widzi jej nikt nawet. Polskim literatom ja byłem potrzebny jako ewentualny argument metafizyczny na rzecz wielkości własnej. Irzykowski miał słuszność: ja nie wiem, co myślę, ale na pewno coś myślę, bo Brzozowski byle chciał się mną zająć, to zaraz potrafi to wytłumaczyć.
Byle chciał!
Właśnie, że w stopniu nawet nieusprawiedliwionym zanika, prawie zanikła ta chęć. Napracowałem się i najeździli się na mnie aż do przesytu różni jeźdzcy. Mam już dosyć.
Widzenie świata Berenta454, światopogląd Nałkowskiej, głębokość Żeromskiego. Nie — nędzą polskiej literatury, jej potępieniem, jest brak myśli. Ani jednej myśli w całym tym ruchu. Nic, co by w zostało tu po męsku, w sposób określony i dobitny, pomyślane i przeżyte.
Ci ludzie wiedzą, że istnieje zawsze pewna potencja uczucia, gestykulującego wzruszenia; myśl była potrzebna im tylko o tyle, o ile wywoływała uczuciowe echa.
*