Poezja Shelleya istotnie jest fenomenem trudnym do scharakteryzowania. Wątpię, czy istnieje tu coś poza stopniem niejasnej tendencji. Ani Wordsworth, ani Coleridge nawet, ani Lamb (pomimo ciasnej sfery), ani tym bardziej Blake nie mogą być porównywani pod względem głębokości i jedności z Shelleyem bez wielkiej dla tego ostatniego ujmy.
Trzeźwa, analizująca myśl dokładnie zdaje sobie sprawę, jak przypadkowo, historycznie i zewnętrznie uwarunkowanym jest tworem taka kategoria klasyfikacyjna jak romantyzm. Zewnętrzna historia tego terminu, byle tylko z odrobiną w głąb sięgającego krytycyzmu oraz zmysłu i zainteresowania psychologicznego przeprowadzona — byłaby niewątpliwie najlepszym wstępem do filozoficznych roztrząsań. Historia prawdziwa, rzetelna, odtwarzająca proces jest celem znowu tego przejściowego filozoficznego stadium. Ale czy to wszystko przeszkadza mi ujmować myśli własne w rozumowaniu i rozmyślaniu o romantyzmie — tj. czy przeszkadza to mi wszystko nadawać ten tytuł moim myślom?
Chory jestem, nie mogę, nie chce mi się pisać.
Balzac dąży w swych powieściach do wzbudzenia i utrzymania interesu dla rozwoju namiętności, traktowanych niezależnie od wszelkich sentymentalnych domieszek. Nie idzie mu o współczucie ani o wzbudzenie tego samego tonu, lecz o jasnowidzenie intelektualne ukazujące namiętność w całym jej pozaetycznym, pozaracjonalnym charakterze. Osiąga on to, wzbudzając w nas i utrzymując poczucie tej rzeczywistości, która jest przez namiętność zagrożona. Interes dla tej rzeczywistości daje ciągłość tym powieściom, skupia uwagę. Teologia i socjologia Balzaca są elementem integralnym jego artyzmu. Ciekawy musi być stan umysłu krytyków , zdolnych wyobrazić sobie, że taki jak Balzac pisarz może wprowadzać do swego dzieła elementy absolutnie poza organiczne. Ale przyjmują oni rezultat — styl Balzaca, i przyjąwszy, myślą, że teraz mogą usuwać tony, z których ten styl się składa.
Nigdy syntetycznego ujęcia — nigdy historycznej perspektywy — nigdy idei oświetlającej wielkie dziedziny faktów. Któż jeżeli nie Irzykowski powinien był spostrzec, że dramaty Kleista, Hebbla (Bernauer554) są doskonałą antytezą Samuela Zborowskiego555, ale Irzykowski woli pisać556 „lombard paradoksów”, kuźnię bluźnierstw i inne głupstwa, nad którymi unoszą się tumany kurzu i moli. O Galicjo!
*
11 marca