Jaszka proponował przedostanie się na Sybir, podpalenie więzienia i zbrojny napad podczas pożaru.
Ale Brenneisen zaczął kreślić przed nami kolumny cyfr, oznaczających odległość, i mówić o mrozach.
Trzeba było futer, broni, wielu ludzi i dużej sumy pieniędzy. Przy tym szanse były mniej niż małe.
Pomimo to zaczęliśmy mówić o zorganizowaniu wyprawy na Sybir. Na miejscu się zobaczy.
Funduszów brakowało.
Wysłałem telegram do ojca. Bez słowa przysłał pięćset rubli.
— Niech żyje polska szlachta! — krzyknął Jaszka.
Żemczużnikow tymczasem sondował grunt, naokoło nas szukał towarzyszów.
Po raz pierwszy miałem sposobność zapoznać się z uczuciem obawy zdrady.
Nagle wydawać się nam zaczęły ściany przejrzystymi, na każdego naszego znajomego patrzyliśmy śledczym spojrzeniem.