Do drzwi pokoju naszego zastukano.
Lokaj wprowadził chłopaka bez czapki.
— Aleksander Iwanowicz kazał się kłaniać i powiedzieć jedno słowo: gotowe. „Oni już będą wiedzieć”, mówił.
Popow lekko zbladł.
— Masz, mały — rzekł, szukając czegoś po kieszeniach, wreszcie wyciągnął garść miedziaków i chciał podać, ale z drżącej ręki wysypały się na podłogę i na dywan.
— Gotowe, młody człowieku — mówił Popow. — Teraz jest czas okazać losowi męstwo.
I przyodziawszy wieniec róż, z czarą pieniącego się wina...
Wieńca róż zaoszczędzić sobie można, a falerno zastąpić butelką szampana, aby nie powiedziano było, że blady strach zmroził bicie wesołego serca.
— Ty skąd jesteś, obywatelu? — zwrócił się do chłopca, który pozbierał tymczasem miedziaki.
— My z Nikolskiego — rzekł mały. — Twierskiej guberni.