Był teraz dziwnie poważny. Nachylił się nade mną:

— I tobie też, przyjacielu, tego serdecznie życzę: niech ci da los kośćmi legnąć za wielką, świętą, niech ci da los...

Pocałowaliśmy się, ściskałem długo jego rękę.

— No, tak — rzekł Popow.

— Niech nie będzie odwrócona ode mnie ta czara!

Nalał nowe kieliszki.

— U nas w Rosji — mówił — zwyczaj jest przed samym wyjazdem posiedzieć jeszcze chwileczkę i pomilczeć razem.

Siedliśmy.

Popow zadzwonił. Wszedł służący. Popow nie pozwolił mi płacić.

Do służącego mówił: