Czytałem, nie wierząc swoim oczom. Słyszałem między wyrazami, którem czytał, własne łkanie.

Kiedym podniósł oczy, Żemczużnikow siedział blady jak trup i trząsł się. W oczach miał kamienny ból, a zęby zaciśnięte tak, że twarz cała nabrała jakiegoś kurczowego wyrazu...

— Pakiet Brenneisena jest — rzekł Jaszka.

— Co to jest, co to jest wszystko? — szeptałem.

I poznałem teraz dopiero to straszliwe: śmierć przyjaciół. Czułem pustkę dławiącą serce i ostrą, przeszywającą myśl, która szukała zemsty.

Podszedłem do Jaszki i wziąłem go za ramię...

— Nie darujemy im tej krwi — szeptałem. — Będziemy teraz myśleć dzień i noc. Dzień i noc będziemy zbierać siły.

Jaszka rzekł:

— Brenneisen zakazał mścić się... Czytaj.

Równym i silnym pismem skreślone były następujące wyrazy