Parfaitement, monsieur, c’est la même chose350 — rzekł pan. — Zechce pan iść za mną.

Nie niepokojąc się zbytnio, usłuchałem zaproszenia. Wciąż jeszcze nie wierzyłem, aby to mogło mieć jakiekolwiek konsekwencje.

Siedliśmy do fiakra351, który ruszył cwałem. Jechaliśmy do Lozanny. Tu, na jakimś placu, zauważyłem tłum ludzi, pomiędzy którymi mignęła mi twarz Jaszki.

Woźnica skręcił w wąską uliczkę i w tej samej chwili koń jego padł.

— Cóż tam? — krzyknął pan w cywilnym garniturze i nagle umilkł, wykonując dziwaczne ruchy.

Rzucono mu z tłumu piaskiem w oczy.

W tej chwili poczułem, że chwyta mnie ktoś za rękę i ściąga z dorożki. Znalazłem się wśród pięciu czy sześciu mężczyzn, którzy wołali:

— Biec co sił!

Za sobą usłyszałem strzał.

Wyminęliśmy kilka uliczek i wpadliśmy do jakiegoś domu.